piątek, 21 grudnia 2018

Wszystko, co jest nie tak z artykułem „Wszystko, na co muszę uważać, bo jestem kobietą.”



Zabawa zaczyna się już w zajawce, która jest zarazem podsumowaniem artykułu. Owa zajawka sugeruje, że nie doczekaliśmy jeszcze „czasów, w których mężczyźni będą uczeni szacunku wobec kobiet i respektowania ich przestrzeni osobistej, a przede wszystkim tego, jak nie stać się sprawcą”, co jest fałszem. Dalej autorka sugeruje, że jedyną możliwą alternatywą jest albo uczenie mężczyzn jak nie być sprawcą, albo uczyć kobiety, jak nie stać się ofiarą. Ta alternatywa również jest fałszywa. Jedno nie wyklucza drugiego. Co więcej, obie części alternatywy się dopełniają.

Komentarz do pierwszej części streszczę w taki sposób: autorka przedstawia standardowe środki zaradcze, których powinien się trzymać każdy, niezależnie od płci. Ponadto zawiera sugestię, że każdy meżczyzna tylko czeka, by ją obmacać.

W dalszej części artykułu zatytułowanej „tak na wszelki wypadek”, autorka przedstawia płaczliwy dowód anegdotyczny, w którym – dla podkręcenia emocji – przedstawia swoją pogardę dla mężczyzn. Myli w tym miejscu postawę zwykłego buraka i zamiast skarcić takie zachowanie, dowala wszystkim mężczyznom jednocześnie.

Dalej kontynuuje niezwykle emocjonalną opowieść i przytacza swoje spotkanie z „filigranową dziewczyną” (oczywiście, przecież korpulentna nie nadałaby takiej dramaturgii). Owa dziewczyna jest oczywiście przerażona, ponieważ bez tego cała opowieść nie miałaby tego smaczku. Nie wiem czy autorka zdaje sobie sprawę z tego, że ktoś, kogo się dogania w środku nocy, niezależnie od płci ani postury, pewnie byłby zaniepokojony. Autorka jednak kontynuuje swoją opowieść sugestią, że owa dziewczyna z pewnoscią obawiała się napaści seksualnej.
W ostatnim akapicie oświadcza czytelnikowi, że nie była świadoma tego „ile automatycznych środków ostrożności podjęłam w ciągu kilku ostatnich godzin, żeby uchronić się przed napaścią seksualną”. Tutaj już z grubej rury ujawnia się ze swoim wąskim polem widzenia. Owe „automatyczne środki ostrożności” nie dotyczą tylko kobiet obawiających się przemocy seksualnej, ale każdego, kto obawia się jakiejkolwiek przemocy.

Podsumowując pierwszy akapit. Kilka chochołów i argumentacja anegdotyczna. Do wywalenia.

Następny akapit to istny koncert manipulacji i błędów argumentacji. Ale od początku. 

Po pierwsze, autor cytowanego tekstu jest zaangażowany ideologicznie. Niby nic, ale jak się spytać marksisty co sądzi na temat polityki gospodarczej kraju, to odpowiedź będzie łatwa do przewidzenia. To jest bańka informacyjna i przekonywanie przekonanych, ponadto w wątpliwy metodologicznie sposób. Ale o samej treści za chwilę.

Dalej autorka mówi tym, że Jackson Katz (autor cytatu) zauważył pewien paradoks, że „to kobiety zajmują się tematem przemocy wobec kobiet, a – jego zdaniem – powinni zajmować się nim mężczyźni”. Swoje zdanie formułuje na podstawie statystyk, które pewnie czerpie z Instytutu Danych z Dupy. Ale na tym nie koniec. Musi być kolejne zdanie z kwantyfikatorem ogólnym, że  „to oni [mężczyźni] mają problem z agresją wobec kobiet”. Brawo! Kolejny strzał we wszystkich mężczyzn. Czy to już manshaming? Autor pomija jeden poważny fakt, jakim jest to, że przemoc seksualna ze strony kobiet często jest bagatelizowana i nie jest tak rzucająca się w oczy jak od strony mężczyzn. Nie neguję oczywiście przemocy fizycznej ze strony mężczyzn. Zwracam jedynie uwagę, że kwestia przemocy seksualnej jest bardziej złożona niż się wydaje.
Dalej autorka przytacza wspominaną już wypowiedź dr Katza. Nie mogło się obyć bez tendencyjności. A jakże! Oczywiście to nie są mężczyźni, tylko faceci. I zadaje pytanie „jakie działania podejmujesz każdego dnia, aby uchronić się przed napaścią seksualną?” I oczywiście to oni są pierwsi pytani. Żeby cała historia miała więcej dramaturgii. Dalej oczywiście jest przybicie szpili wszystkim mężczyznom i ukazanie ich jako śmieszków, którym ino zabawa i igraszki w głowie, bo czemu nie? Dramat się nie kończy, albowiem gdy kobietom zadaje dokładnie to samo pytanie, one wymieniają całą listę  „o środkach ostrożności, które podejmują w ramach codziennej rutyny…” Oczywiście autorka nie przytoczy owych środków, by nie narazić swojej – już wątłej – argumentacji na szwank. Dokłada dalej swoją pełną emocji wypowiedź o tym, jak bardzo nie była świadoma tego ile codziennie robi, by nie doświadczyć przemocy seksualnej. Tę część autorka kończy sformułowaniem „ktoś to robi. Celowo.”  Trafna sugestia. Szkoda, że beztreściowa, ponieważ każde działanie jest celowe (w pewnym sensie). Ponadto sugeruje, że przemoc seksualna jest postrzegana podobnie do katastrof w komunikacji lądowej. Nie wiem kto tak twierdzi, ale autorka też ma w tym cel. Chochoła.

Manipulacja danymi, konstruowanie chochołów, pochopne uogólnienia, dowody anegdotyczne. To są rzeczy, które tutaj uświadczyliśmy. Nie jest to jednak pościk na grupce dla feministek, tylko artykuł, który ma spory zasięg, dlatego pora skończyć z myśleniem, że to się zdarza, ale zacząć nazywać rzeczy po imieniu. Zwykła manipulacja i sianie fałszywych informacji – ktoś to robi. Celowo.
W ostatnim akapicie autorka stara się udowodnić, że jej środki zaradcze to jedynie przezorność, a nie paranoja. W tym celu formułuje dwa błędy argumentacji.

1. „przemoc seksualna jest powszechna i chyba nie znam kobiety, która nie doświadczyła jakiejś jej formy” argument anegdotyczny. Ponadto ukazuje, że autorka żyje w bańce informacyjnej.

2. „jeśli jakaś kobieta doświadczy przemocy i opowiedzą o tym media, pierwsze co się pojawia w komentarzach, to szukanie winy w ofierze” i chochoł. Tak nie jest. To jest kolejny objaw przebywania w bańce informacyjnej.

„Psychologia już to zbadała i nazwała. Wtórna wiktymizacja, bo o niej mowa, powoduje, że gdybym wtedy, w klubie muzycznym, nie pilnowała napoju i ktoś by mi wrzucił do niego pigułkę gwałtu – zostałabym obwiniona, że nie pilnowałam szklanki, że naiwna, że sama prosiłam się o nieszczęście.” Psychologia już to zbadała i nazwała. Myślenie życzeniowe i paranoja.

Na koniec płaczliwe zakończenie i manshaming. Wszystko wina złych mężczyzn, którzy nic innego nie robią, tylko myślą jak tu uprzedmiotowić następną kobietę (to zdanie ma charakter prześmiewczy).

Podsumowując całość. Autorka przedstawia nam swoją wizję świata, w którym – na wszelki wypadek – stosuje środki zaradcze. Główna linia „argumentacyjna” (w cudzysłowie, bo argument nie padł żaden) opiera się o argumenty anegdotyczne i chochoły. Ponadto wydźwięk artykułu jest antymęski, gdyż kreśli wizerunek mężczyzny, jako tępego dzikusa, który tylko czyha, by móc dokonać przestępstwa seksualnego (które obecnie ma tak szeroką definicję, że pisząc ten komentarz popełniam pewnie z trzy przestępstwa seksualne).

Tego typu artykuły są szkodliwe, gdyż zamiast przedstawić poważny problem, jakim jest przemoc seksualna ze strony mężczyzn w miarę neutralny sposób, odwołują się do emocji już i tak przekonanych, a nieco bardziej krytycznych (np. mnie) rozsierdzają a mężczyzn w ogóle (w tym również mnie) obrażają.

Mężczyźni są w równym stopniu ofiarami tzw. patriarchatu co kobiety. Manshamingowanie (czyli wywoływanie u mężczyzn wstydu za sam fakt bycia mężczyzną) jest przeciwskuteczne. Chcąc uspokoić groźnego psa nie powinno się go zaszczuwać w zaułek i ogłuszać obuchem przez łeb (to metafora niniejszego artykułu) tylko daje stejka i głaszcze (czyli nawiązuje się dialog i edukuje). Wielu mężczyzn w zachodnim społeczeństwie jest jak te groźne psy. Dręczeni przez współczesne kanony i wymagania, którym nie mogą sprostać, stają się sfrustrowani i agresywni. Droga do bezpiecznych ulic prowadzi przez dialog i edukację, nie obwinianie mężczyzn (w ogóle) za całe zło tego świata.

Wszystkie cytaty zaczerpnąłem z https://pl.aleteia.org/2018/12/07/wszystko-na-co-musze-uwazac-bo-jestem-kobieta/?fbclid=IwAR3VP__19_6C430xbd34mXkge9T065RcDYF5p4kAW4nuo3ei9EW1o4xkSwg

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz