sobota, 16 maja 2015

Nowy pomysł

Człowiek kulturalny zacząłby swoją opowieść od przedstawienia się, jednakże nie moje imię gra tu największą rolę. O nie. Drugie imię, które mogę powiedzieć, również nie gra roli. Otóż na drugie imię mi Kultura. Ale z niego nie korzystam. Nie, nie jestem kobietą. Ba. Mężczyzną też nie. Ale mógłbym być i tym, i tym. To również nie gra roli. Główną postacią mojej historii nie jestem ja, tylko sama historia. Pewnie zastanawiacie się jak to możliwe, że opowieść nie ma bohatera? To kto jest podmiotem lirycznym? Czy na jabłoni wyrośnie gruszka? Takie pytania mogłyby paść z waszych ust. Wszystko jest możliwe. Możliwe są również zdarzenia opisane w tej, jak mniemam, krótkiej opowieści. Jeszcze nie wiem jaki będzie miała tytuł, ani jak długa będzie, bo dopiero zacząłem ją pisać.
Co do samej opowieści. Trzeba ją jakoś zacząć. Uznajcie te pierwsze kilka
naście
dziesiąt
zdań wstępu jako prolog, który jakże często występuje w literaturze. Każda opowieść powinna się od czegoś zacząć. Ta też będzie mieć początek. Tylko jeszcze nie wiem jaki. Chociaż… Czy to ważne? Czy to ważne jak się zaczyna opowieść, czy ważne jest jak ona się kończy? Czy może ani to, ani to nie jest ważne? Czy cokolwiek jest ważne? Czy ważne są imiona bohaterów? Czy ważna jest ich przeszłość? A co gdyby żaden z bohaterów nie miał imienia ani przeszłości. Byłoby trudno się połapać w rozróżnianiu ich nieprawdaż?
Skoro ustalonym zostało, że ważne są imiona i przeszłość bohaterów, to każdy z nich będzie mieć swoje własne, indywidualne, być może powtarzalne, kto wie, imię. Przeszłość też każdy będzie mieć swoją własną.
Co jest jeszcze ważne w opowieści? Fabuła? Może styl? A może poprawność polityczna? A może wszystko?
A może nic.
Zaczynamy.









I

Czy cierpienie nie ma końca? Czy ból głowy i nudności jest konieczny po ciężkiej libacji? Czy naprawdę spadek tolerancji na alkohol musi być taki, kurwa, bolesny? Pierwsze chlańsko z kolegami po długim czasie abstynencji i takie jajca. Człowiek pije, by przestać czuć ból. Przestać cierpieć. A rano czuje jeszcze większy ból i cierpi jeszcze bardziej. Jakież to jest bez sensu. Powinienem się jakoś ogarnąć i wyjść. Śmierdzę winem. Trzeba się umyć. Zarosłem. Trzeba się ogolić.
Albo nie.
Jebać golenie.
Muszę znaleźć w sobie siły, by móc się przedostać stąd, czyli mojego, ciepłego i wygodnego łóżka, do łazienki. A to jest daleko. Chociaż nie tak daleko jak kuchnia, do której będę musiał pójść by się napoić. Co zrobić najpierw? Dylemat każdego dnia.
Wiem.
Najpierw się wysram.
Nic tak nie poprawia humoru z rana, jak dobrze postawiony klocek. Żaden dzień nie może się dobrze zacząć bez porannej kupy. Postanowione. Najpierw pójdę do łazienki, ponieważ tam czeka na mnie porcelanowy tron. W zasadzie mogę zrobić w niej wszystko. To dobra myśl. Tylko trzeba wstać. Już. Hmm… Jak ja w sumie dotarłem do domu? Pamiętam jak wychodziłem od kolegi… i… i… iiiii………..  to chyba tyle. Jakie szczęście, że mam kompas w standardzie. Przydałaby się jeszcze turbosprężarka, by móc szybciej spalać to i owo. Ale jak? Przecież od Lampy do mnie jest z sześć kilometrów. Może ktoś mnie podwiózł? A może sam doszedłem? A może nie żyję?
Żyję na sto procent. Po śmierci nie czuje się bólu. A ja go czuję całym ciałem. Powinienem się ruszyć w końcu z tego wyra. Nie można tak leżeć i rozmyślać nad życiem w nieskończoność. Porozmyślam sobie w drodze do łazienki. Wstanę na trzy.
Raz.
Dwa.
Kurwa no nie.
Skurcz łydki. Kurwa co za ból. Ja pierdolę. AAAA!!! Boże, jeśli istniejesz, pomóż mi w cierpieniu!
Ech. Nie pomoże. Muszę wstać teraz na pewno. Jebany kac. Wszystko jest nie tak, jak być powinno. Ból przy każdym kroku. Ból. Ból. Ból. Słyszę jak ściany stoją. Widzę jak słońce świeci.
Hmm… Przecież to normalne.
Toooo…
Widzę jak…
Nie ważne…
Drzwi do pokoju są naprzeciw łóżka. By do nich dotrzeć muszę sturlać się na prawo i uważać, by nie trafić w fotel, który tu stoi bym mógł na nim siedzieć. Jakież to bystre. No to hops.
Nie trafiłem w fotel.
Teraz pora wstać na nogi.
Czemu komputer jest włączony? Nie powinien być. Chyba zrobiłem coś głupiego przed spaniem. Jebać to. Muszę doprowadzić się do ładu i uważać by nie wpaść na szafę, która stoi w jednej linii z biurkiem, przy którym stoi fotel. A na biurku stoi monitor, który się jarzy piekielnie jasnym światłem. To on zdradził włączoność komputera. Dam radę. Łydka boli jak diabli, ale muszę dać radę. To dla mnie jedyna nadzieja. Jedyna nadzieja na to, że przeżyję ten zapowiadający się cierpieniem dzień. Dokuśtykać do drzwi. To jest cel. Już tak blisko. Ale i tak daleko jednocześnie. Im bliżej, tym dalej.
Jest. To klamka. Wystarczy pociągnąć i przejść. Udało się. Jestem mistrzem. Teraz uważać, by nie zrzucić obrazów ze ścian korytarza. I uważać, by nie jebnąć w komodę
Małym palcem.
Kurwa…
Co za ból. Taki mały palec, a potrafi sprawić tak wiele cierpienia. Trzeba ruszać dalej. Ominąć tę piekielną komodę. Za komodą będą drzwi do raju. Już. Już.
Już!
Och. To już koniec mojej wędrówki. Teraz wystarczy posadzić dupsko
i czekać. I czekać.
I czekać.
Może sobie przypomnę dlaczego zostawiłem włączony komputer? Może dziękowałem za podwózkę? Może się pytałem o…
O kurwa…
Dzisiaj bronię magisterkę…
Muszę srać szybciej. Muszę się szybko umyć. Muszę być szybki. Najszybszy.
Czemu ja tak właściwie się wczoraj napiłem? Nie mam już w zasadzie pojęcia. Wiem dlaczego nie piłem. Przygotowywałem się do magisterki. Moje całe życie nabrało sensu. Już pamiętam kim jestem.
Ogolić też się ogolę.
Albo nie. Przecież był zakład. Jeśli obronię pracę, to będę mógł się ogolić. Wszystko zależy od tego, czy się ogarnę w… ufff… Mam aż pięć godzin. Dobrze, że przebudziłem się już o godzinie siódmej. Mam czas na poranne rytuały. Kupsko twarde i śmierdzące. Zdam jak nic. Przy takim cudownym klocku wszystko musi się udać. Teraz tylko szybki prysznic i zaraz szybka kawa.


II

Od tego na co się czeka, często samo oczekiwanie jest gorsze. Zwłaszcza, gdy to coś ma zaważyć nad całym przyszłym życiem. Beznadziejna sprawa. Siedzę na dupie nic nie robiąc, a czuję się jakbym już tam był, a oni obdzierali mnie ze skóry żywcem. Na szczęście już kac mi minął i przestałem śmierdzieć winem. Zostało już tylko trzydzieści minut. Katastrofa. Nie stresowałem się tak nawet przed pierwszym teoretycznym egzaminem z termodynamiki. Na który nic nie umiałem. Ale zdałem. Bo jestem Andrzej Mondra Głowa. Tak czasami mnie nazywała moja była, gdy pomagałem jej rozwiązać jakiś problem. Ech… Dawne czasy. Szalone czasy liceum. Jeszcze przed wojną. Ech… Co za życie. Dziewięć lat temu, od teraz licząc, mój wierny druh, co go Twardym nazywali, wyjechał bić rusków w Donbasie na ochotnika. Mówili, że to będzie lokalny konflikt, który przerodził się w III Wojnę Światową. Najnudniejszą ze wszystkich, jak teraz się ją ocenia. Siedzieli i strzelali do siebie jak podczas pierwszej, ale żołnierzy było zdecydowanie mniej. Fakt, że wszyscy cykali się wystrzelić atomówkę spowodował całkowite rozbrojenie nuklearne. Lali się wszędzie. Wszyscy przeciwnicy Stanów Zjednoczonych Hameryki. Oczywiście nasza wspaniała Polsza, pierwszy i najpotężniejszy sojusznik, musiała się dołączyć. Na szczęście na dobre to wyszło, bo te wszystkie bezrobotne Janusze ruszyły do roboty produkować broń i inne tego typu badziewie. Młodzi zapaleni chwycili za broń i choć wielu było przeciwnych, ruszyli w obronie zbrodniarzy z Wołynia. Polaków w sumie poszło tam pięć tysięcy. Mniej razy strzelili niż ich tam było. Wszyscy siedzieli w okopach i czekali, aż ci drudzy wyjdą, by móc ich zestrzelić. Najwięcej zabawy mieli artylerzyści, bo musieli trafiać w zakamuflowane cele. Lub ruchome, jeśli byli przeciwlotniczy. Wielka Matka Rassija padła pod swoim własnym ciężarem po zaledwie sześciu latach siedzenia w okopach. Mieli pecha, że wszyscy ich sojusznicy byli bogaci w ropę naftową. Tak więc upadł jeden z największych przeciwników świata zachodniego.
To co się działo w Europie podczas tej zimnej wojny to zupełnie inna bajka. Bandy islamskich ekstremistów zaczęły coraz śmielej się panoszyć po Europie. W 2018 roku, w Szwecji, w mieście Umea, grupa muzułmanów zabiła piątkę małych dzieci. Jak można się domyśleć mieszkańcy się wkurwili. Nie czekali na wyrok sądu i postanowili sami wymierzyć sprawiedliwość. Ponoś do dziś czuć zapach płonących trupów, które się paliły na miejskim targowisku. Powrót do barbarzyństwa. Całe szczęście, że wszystkie atomówki siedziały grzecznie w silosach gdzieś na Grenlandii, bo byśmy mieli teraz klimat jak w Fallout 3. Zimna wojna z terroryzmem zaczęła ropieć i śmierdzieć tak mocno, że cały niemuzułmański świat wypowiedział wojnę temu muzułmańskiemu. Wtedy mój już wcześniej wspominany kumpel Twardy, antymuzułmanin jak ich mało, postanowił spierdolić z Donbasu i dołączyć do nowopowstałej Legii Międzynarodowej. Coś na kształt Legii Cudzoziemskiej, lecz nie było wymogu znajomości języka francuskiego. Legia została założona przez, już nie tak pokojowy ONZ, w celu zebrania i wyszkolenia ochotników do otwartej walki z Państwem Islamskim. To zbyt długa historia, bym mógł ją sobie opowiadać myślach na dziesięć minut przed obroną magisterki.
NOKIA TUNE
NOKIA TUNE
Nieśmiertelny dzwonek, który musiałem sobie ściągnąć na moją komurę w stylu retro. Któż mógłby do mnie dzwonić o tej porze. W tej chwili. Wszyscy wiedzą, że jestem zajęty. Nie znam tego numeru. Ciekawe kto to.

O kurwa…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz