poniedziałek, 25 maja 2015

Nowy pomysł 2

III

Praca barmanki ma swoje wady i zalety. Najebane samce czasami rzucają spore napiwki tylko za to, że pokażesz troszkę więcej cyca. Tym samym samcom czasami trzeba wybić ze łba zbereźne myśli. Na szczęście w tym paśniku zawsze witają te same świnie, więc zbywanie ich nie jest już dla mnie trudne. Najgorzej było na samym początku, gdy nie wiedziałam jeszcze o co chodzi w tym biznesie. Prowadzenie Czarciego Kociołu nigdy nie było łatwe.
A teraz ma być jeszcze gorzej. Doszły mnie słuchy, że z Sycylii przyjechał oddział Legii Międzynarodowej i sądzę, że ten lokal bardzo im przypadnie do gustu. Oczywiście będą dużo większe zarobki, ale wątpię, by żołnierze byli tacy łatwi jak lokalne pijaczyny. Będą pewnie o wiele bardziej napaleni i o wiele silniejsi.
No nic, na razie cisza. Nic się nie dzieje. W zasadzie nic w tym dziwnego, bo dopiero szesnasta. I do tego jest środa. Większość lokalnego elementu jeszcze pewnie pracuje, a studenci już dawno wrócili do domów. Do osiemnastej powinien być spokój. Andrzej podobno broni dziś magisterkę, więc pewnie wpadnie i się tak narżnie, że znowu będzie mnie podrywać. Ech… Zawsze wraca, zawsze zapomina i… Zawsze trzeźwieje i znowu sobie przypomina. Nadal nie chce mi wybaczyć tego co mu zrobiłam siedem lat temu. Jebanych siedem lat temu. W sumie mu się nie dziwię. Też nie mogę sobie wybaczyć, że z powodu takiej głupoty straciłam tak wspaniałą osobę. Teraz się do mnie zwraca tylko słowami „kurwa”, lub „ćpunka”. Specjalnie się zatrudniłam w tej melinie, by go od czasu do czasu widywać, ale nic się nie zmieniło. Przynajmniej jak jest pijany, to przypomina sobie co nas kiedyś łączyło. Ech.. Nie ma co rozgrzebywać przeszłości.
Przyszedł klient. Jeszcze nigdy go tutaj nie widziałam, ale twarz jakby znajoma. Nie podchodzi do baru, tylko siada od razu przy stole. Chyba myśli, że to restauracja i ja muszę do niego podejść. Nie wygląda na tutejszego. Jest zbyt przystojny i zbyt dobrze zbudowany. I w ogóle. Zbyt. Siedzi i się gapi na ścianę na której wisi zdjęcie pierwszego śmiałka, od którego się wzięła nazwa „Czarci Kocioł”. Zabawna historia. Knajpa ma bardzo dziwną budowę. Scena nie jest przy ścianie jak w większości barów, tylko na środku, między stołami. Nic tam się nie działo przez parę lat, gdy większość zespołów muzycznych zawiesiła działalność, aż w końcu, jakoś cztery lata temu, jakiś narżnięty jak świnia typek, wziął gitarę ze ściany, stanął na środku sceny i zaczął grać i śpiewać. Wychodziło mu to całkiem dobrze więc nikomu nie przeszkadzał.
Wkurwił się dopiero szef, gdy zobaczył, że jakiś pajac gra na gitarze jego starego i się spytał kto stoi w tym czarcim kociole. Tak mu się spodobała ta nazwa, że postanowił przemianować Mediolan w Czarci Kocioł. Bardzo pasowała do klimatu jaki tutaj panował. Popularność wzrosła, a lokalni „artyści” zaczęli przychodzić i pokazywać swoje zdolności ku uciesze widowni. Wyglądali zawsze bardziej jak tancerki w klubach dla mężczyzn niż jak poważni muzycy. Rzucano w nich pieniędzmi, jak się podobało, im grubsza waluta, tym bardziej, lub czymkolwiek innym jeśli się nie podobało. Najbardziej popularny jest Janko Muzykant, tak się nazwał. Jednego wieczoru zebrał na miesięczny czynsz, skrzynkę wódki i palenia na tydzień. Pojawia się zazwyczaj raz, czy dwa razy w miesiącu. Zawsze pijany i zjarany jak świnia. Gra i śpiewa o bzdurach, ale ludziom się podoba. Najczęściej pojawia się Karol, mieszka niedaleko i gra na basie. Co jakiś czas gra jakąś swoją nową kompozycję, ale zazwyczaj gra covery starych zespołów. Twierdzi, że to jego główne źródło utrzymania, ale i tak każdy wie, że handluje futrem.
Dziwna sprawa. Przybysz cały czas siedzi i gapi się na te zdjęcie. Dziwna sprawa. Może jednak podejdę i się spytam o co mu chodzi.
- W czym mogę pomóc?
- W sumie to możesz. Znasz Andrzeja Twerdochliba?
- Andrzeja? Andrzeja Twerdochliba?
- A co? Mówię niewyraźnie? Tak, Andrzeja.
Coś mi jego twarz mówi, ale nie jestem do końca pewna. Może postanowił sobie znowu ze mnie podrwić. Muszę być ostrożna.
- Zależy kto pyta.
- Darek Jankowski. Miło mi.
- Hmm… Nie kojarzę. Jesteś tutejszy?
- Tak, ale wiele pocisków zostało wystrzelonych od czasu, gdy ostatnio byłem w Gdańsku. Strasznie się zmieniło. Ostatnio, gdy tu byłem, to jadłem pizzę z Andrzejem, a knajpa nazywała się Mediolan. Pewnie więcej ci powie moja ksywka.
- Znasz Andrzeja?
- Jestem jego najlepszym kumplem i mam wrażenie, że ty też go znasz. I to bardzo dobrze. Jesteś Sylwia prawda?
- Skąd wiesz jak się nazywam?
- Nawet nie wiesz ile o tobie wiem. W każdym liście od Andrzeja padało twoje imię.
- Jesteś Twardy?
- Tak. Wiesz kiedy przyjdzie Andrzej?
- Prawdopodobnie w tym momencie już zalewa pałkę, albo się brandzluje w domu podjarany obronioną magisterką.
- Dzwoniłem do niego koło dwunastej i coś właśnie wspominał o jakiejś ministerce. Miał przyjść między szesnastą, a siedemnastą.
- Pewnie przyjdzie, bo jego kumpel zamówił trzynaście flaszek.
- To nie oznacza, że to Andrzej zamówił flaszki.
- Ten kumpel jest abstynentem. Podać coś?
- W sumie tak. Cztery setki i szklankę koli.
- Będziesz płacić kartą, czy gotówką?
- Obciąż rachunek Legii Międzynarodowej. Będzie nas więcej.
- T-t-t-ty jesteś legionistą?                                                   
- Tak, a co?
- A nic, myślałam, że przyjdziecie w mundurach, wypindrzeni jak na filmach.
- O niczym innym nie marzyłem, jak o zdjęciu tego pierdolonego munduru. Nawet nie wiesz jak w nim jest gorąco.
- Nie wiem. Może przyniosę od razu połówkę?
- Czy ty masz mnie za alkoholika? Pół litra to już jakiś alkoholizm. Mówiłem. Cztery setki i szklanka koli.
- Już idę.

Czy my mamy tutaj w ogóle rachunek Legii? Ciekawe. Cała ta historia jest niezwykle ciekawa. Ciekawe, jak to się wszystko skończy. Ciekawe, ilu legionistów przyjdzie. Ciekawe, czy przyjdzie jakiś grajek. Ciekawe, czy Andrzej znów będzie próbował mnie poderwać.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz