niedziela, 5 kwietnia 2015

S.T.A.L.K.E.R

Wtedy wiał wiatr w ten pierwszy dzień wiosny
Pamiętam to jak dziś, że stałem obok sosny
Stałaś na przystanku czekając na autobus
Na twarzy miałaś przepiękny uśmiech radosny

Nie widziałem cię już później nie myślałem wcale
Jednak twarz pamiętałem nad wyraz doskonale
Po dniach wielu, gdy znów cię ujrzałem
Wiedziałem, że to co będzie, będzie wspaniałe

Stałaś tam gdzie wtedy, znowu wiatr był w akcji
Po mieście całym rozchodził się zapach kwiatu akacji
Taką cię zapamiętałem, rozpromienioną
Doprowadzi to do niezapomnianych sytuacji

Od tamtej pory, za każdym razem tam stałem
Aż przyjdziesz, by twą twarz zobaczyć czekałem
Nie wiedziałem czemu, ale jednak stale
Przychodziłem tam i cię podziwiałem

Nie chce się palić
Kopać się nie chce
Chcę coś rozwalić
Lecz nie wiem co jeszcze
Siedzisz mi w głowie
Niczym nowotwór
Jak mój z najgorszych
Snów jak potwór

Z lekkiej fascynacji w niebezpieczną obsesję
Chcę tam wciąż stać, lecz jednocześnie nie chcę
Chciałbym pójść bliżej, jednak nie mogę
Bo się boję, że mnie nie zechce

Zacząłem śledzić ją aż do jej domu
Nie chwaliłem się, nie mówiłem nikomu
Bałem się mej fascynacji
Bałem się moich potworów

Tylko jej pragnę, to jej pożądam
Jak już ją złapię, to nikomu nie oddam
Jeśli mnie ktoś będzie chciał powtrzymać
To obiecuję, że się nie poddam

Wyrwę mu serce, połamię kości
Zrobię wszystko dla jej radości
A może jednak dla czegoś innego
Tak, dla jej miłości

Nienawidzę cię kochać
Lecz nic nie poradzę
Nie czas jest by szlochać
Ja cię nie zdradzę
Nienawidzę cię kochać
Lecz inaczej nie mogę
Brak myśli o tobie
Wprowadza mnie w trwogę

Jesteś jak pełnia, jak piękny sen
Nie chcę niczego, tylko cię chcę
Nie mogę cię sięgnąć
Chociaż wciąż próbuję

Widzę jak inny dotyka mej lubej
Już powoli w tym wszystkim się gubię
Pragnę jej mocno, nienawidzę tak samo
Nie wiem naprawdę co ja czuję

Kocham ją kochać, a jej nienawidzę
Podnieca mnie mocno i jednocześnie się brzydzę
Widzę przeróżne wizje między nami
Raz jestem w niej, a raz z niej szydzę

Nie mogę się oprzeć muszę spróbować
Wejdę tam, lecz nie by rabować
Odebrać co moje, co mi należne
Będziemy się namiętnie całować

Coś zrozumiałem
Wiem to na pewno
Że trafiłem
W samo sedno
Tak naprawdę
Kocham ją nienawidzić
I nie zamierzam
Się tego wstydzić
Zapach akacji
Znów krąży w eterze
Jadę do niej
Na moim rowerze
Teraz naprawdę
Wszystko mi jedno
Ja odejdę

Lecz ona przede mną

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz