wtorek, 5 listopada 2013

Opowieść o Grzesiu co golił się bez pianki. Część V Koniec?

„My lubimy się najebać” przywitał mnie swoim głupkowatym głosem Blacha. Przerwał mi golenie. Kurwa mać. Cała harmonia nad którą pracowałem przez ostatnie 15 minut poszła w pizdu. Cały misterny plan też w pizdu. Miałem zamiar elegancko się wypindlować jak Hugh Hefner na największą imprezę tego dziesięciolecia. Ba… jebanego stulecia czy jak to się tam mówi. Wiking w swojej chałupie robi imprezę na Sylwka. Będzie zajebiście. Dupeczki, wódka, koks i lasery. Żyć nie umierać. Chlać, chlać wódę chlać i… KURWA MAĆ!!! Moja morda. Przez tego skorwensyna Blachę skaziłem mą gładką jak pupka niemowlaka twarz. CO JA ZROBIĘ?! NIE MOGĘ TAK SIĘ PUBLICZNIE POKAZAĆ!!! Muszę coś z tym zrobić. WIEM! Użyję podkładu mojej matki. Genialny pomysł godny Jobla czy jakoś tak. Powiedziałem to na głos, a Blacha musiał się wpierdzielić, że to jest nagroda Habla. Jeden chuj. Ważne, że pomysł godny nagrody. Dawno nie wpadłem na taki genialny pomysł.
Jest. Zacięcia prawie w ogóle nie widać. Teraz można wyjść na szluga. Zszedłem po schodach i otworzyłem czarne metalowe drzwi. Trach. Poszła iskra. Płomień buchnął. Papieros się zajarzył. Blacha postąpił ponownie. Teraz czekamy tylko na Mocnego i Wąskiego. Wąski podobno ma przyjść ze swoją kuzynką Gosią. Ciekawe co to za lasia. Cóż. Zobaczymy. Północny wiatr szarpie czarne, zimowe chmury ku południu. Nagie drzewa pokryte białym puchem stoją samotnie pośród blokowisk. A cwel Blacha przyjarał sobie brodę. Boże co za debil. Ja tu znowu próbuję sobie zbudować harmonię i spokój a ten cwel znowu musiał zrobić coś dziwnego i nieoczekiwanego. Czemu on jest moim kumplem? Ja jebie. Wiem dlaczego. Co nie zmienia jednak faktu, że wkurwiający z niego osobnik.
Ekhem… Zimne, grudniowe powietrze orzeźwiające swym p… KURWA MAĆ! Nawet kroku zrobić nie może by nie wyjebać się na lodzie. Damy radę. Zawsze jak popije to się jakiś taki bardziej zręczny robi. Jakby krew do serca szybciej dopływała czy coś w tym stylu. Czy tam do mózgu. Ech… On nie ma mózgu. A przynajmniej to próbuje wszystkim wmówić.
Ekhekhekhem… Północny wiatr ciemne goni chmury. Kurwa idziem pić a nie pierdolić bzdury. Kurwa mać. Poetą to ja nie będę. Jedyne opisy które mi w miarę dobrze wychodzą to opisy obrażeń po częstych bijatykach i komentowanie licznych meczy, czy to w fifie, czy to na boisku, czy to na hali. Mogę zostać poetą boiskowy. Gdybym zaczął pisać wiersze o klepaniu ryjców nie miałbym sobie równych. O tak… W tedy wszystkie laski byłyby moje. Miałbym dużo pieniędzy, wielką sławę i zajebistą furę. Wszystko co dobre. He, He, He. Aż wpadłem w samo zachwyt. „Grzegorz wielkim poetą był” He, He, He. Ta stara prukwa od polskiego czytałaby moje poezje z zachwytem. Pierwszy tomik poezji nazwę: „Wpierdol w blasku południowego słońca”. Idealny tytuł. Dostałbym prawdziwą nagrodę Jobla, czy tam Habla. Tak jak ta… Wiesława z Fromborka. Albo ten… Wiesław Miłosz. Zapisałbym się w kartach historii jako sławny poeta. To by było piękne.
Dość tych fantazji. Wąski z Mocnym i Gosią już idą. Najebię się i zapomnę o mym genialnym planie zarabiania wielu milionów pieniędzy. Spoko laska ta Gosia… Taka… wysoka… i… smukła… I całkowicie nie w moim typie jak zauważyłem gdy podeszła bliżej. Za to chyba się Blachowi spodobała. Albo i nie. On zawsze ma taki sam głupkowaty wyraz twarzy. Elo, elo 5 2 0. Przywitano, szacuneczek. Idziem chlać. Mocny jak zwykle odpalił swojego mocnego bez filtra wytężając przy tym żyły na szyi i czole. Wąski uraczył się tym razem L&M czerwonymi. Komu w drogę, temu czas. Po drodze do Wikinga minęliśmy jebiące się psy i jebiące psie kupy. Te ludzie to buraki jednak. Wychodzą z psem na trawnik. Psy srają i sobie idą jakby nigdy nic. Chamstwo i propaganda. Hmm… w sumie propaganda to jednak oznacza co innego. Nieważne. Trzeba iść. Do Wikinga zostały już tylko dwie przecznice. He, He, He. Zabrzmiałem tak amerykańsko. Już się nie mogę doczekać chańska życia. Upierdolę się jak messerschmitt. To będzie epickie. Nie ma co. Dobra. Są drzwi do bloku Wikinga. Pięknie ładnie otworzył domofon by nas wpuścić. Podeszliśmy do drewnianych drzwi oddzielających nas od miejsca imprezy. „Dzwonek do drzwi, czy mi się śni, kosmici to teściowie” tymi słowami z pozytywnym akcentem przywitał nas Wiking. Odpicował się jak ta lala. Włosy związał w warkocz. Założył czarny garniak i białą koszulę. Szyję przyozdobił bordowym, jednolitym, lśniącym jak psie jaja krawatem, a na stopy włożył czarne lśniące lakierki. Troszkę głupio przy nim wyglądałem we flanelowej koszuli i niebieskich dżinsach. Mocny i Blacha przyszli ubrani podobnie. Tylko wąski jak zwykle musiał ubrać się po swojemu. Czarne spodnie, biała koszula i buty podobne do butów Wikinga. A na szyję zarzucił czarny krawat w białe wzorki. Za to Gosia olśniła wszystkich swoją piękną czerwoną suknią która ukazała całokształt jej… piękna w sumie. Nogi smukłe, biodra szerokie, talia wąska. Cycki też spoko. Żyć nie umierać. Aż dziwne, że ten pasztet Wąski ma taką ładną kuzynkę.
Pokój gościnny elegancko przystrojony. Wóda jest, piwo Lech. Zacnie. Po chwili i Szwed się pojawił. Podobnie odpicowany jak Wiking. Z jedną różnicą. Szwed ma zielony krawat. W swojej prawej dłoni dumnie dzierżył zimnego browara nieznanej maści. Jasne jakieś. Pewnie Tyskie. Powinni za chwilę schodzić się kolejni goście. Mam nadzieję, że Szwed i Wiking poruszyli swoje sławne kontakty. W końcu lubią się chwalić jakich to dupeczek nie poznali na różnych turniejach i rekonstrukcjach. Mam głęboką nadzieję, że tak się stanie. W końcu trzeba wyrwać w końcu jakąś dupeczkę. Nie można przecież całe życie redtubem żyć. Trzeba się w końcu zabrać za siebie i się ustatkować. Pisać poezje. Ożenić się. Matko Boże Jezus Chytrus. O czym ja myślę. Przecież jeszcze nie piłem! Nie czas na takie przemyślenia. Trzeba łoić wódę. Zapomnieć o smutkach. Zatopić je w czterdziesto procentowym roztworze alkoholu etylowego. Napić się z kumplami. Nie czas na takie głupoty. Dziewczyna? Na co komu ona. Bez sensu. Pijemy! Bardzo dobry pomysł. Wszyscy stwierdzili tak samo. Pijemy. Jeden. Drugi. Trzeci. Nawet nie zauważyłem kiedy nowi ludzie doszli. Siedziałem tylko na krześle i przechylałem kieliszek. Coraz częściej mój wzrok kierował się w stronę Gosi. Nie panuję już w ogóle nad tym. Nie wiem czemu tak się dzieje. Może podejdę i zagadam? Niee. Zrobię tylko z siebie idiotę. Będę chlał wódę dalej. MAM KOLEJNY ŚWIETNY POMYSŁ! Wiking przecież ma w garażu darty. Jestem pierdolonym mistrzem w darty. Nawet najebany jak armata. Najlepszy snajper przegra ze mną w darty. Taki jestem w darty. Nikt nie wygra ze mną w darty.
Wiking bardzo chętnie przystał na ten pomysł. Sam też lubi grać w darty. Do ekipy dartowiczów oczywiście dołączył Mocny i… O… Gosia również. Ciekawe co z tego wyniknie. Północny wiatr smagający czarne, zimowe chmury zdecydowanie przybrał na sile. Dziwne, bo jeszcze nie wyszliśmy na dwór. Inni też poczuli ten wiatr. Po drodze skopciliśmy sobie po szlugu. Do całej ekipy doczłapał się jeszcze Wąski. Chyba nie chciał zostawić Gosi samej z bandą najeżanych typa. W sumie też bym tak zrobił. Dobra. Tarcza ustawiona, dystans ustalony. Rzutki rozdane. Stawka określona. Damy mają pierwszeństwo więc Gosia zaczyna. Jak się okazało bardzo dobrze zaczęła. W trzech rzutach zdobyła 20 punktów. Biorąc pod uwagę fakt, że maksymalna ilość punktów w jednym rzucie to 30 to całkiem dobry wynik jak na dziewczynę. Następny rzuca Wąski… 3… 2… 3… FANTASTYCZNY WYNIK! Aż 8 punktów zdobytych przez Wąskiego. Teraz Mocny. Jak zwykle przed każdą konkurencją musi napiąć swoje wszechogarniające bicepsy. Potężna napinka. Potężny rzut… 6. Następna napinka... Następny potężny rzut… 6.  Ciekawe. Kolejna napinka… Widać po nim, że jest potężnie skoncentrowany. Żyły na jego czole zaczęły znacznie pulsować. Źrenice się zwężyły. Dżinsy na łydkach się napięły. I… rzut… kolejne 6. Trzy szóstki. 666. Mocne. Teraz rzuca Wiking. Wszystkie trzy rzuty wykonał za jednym razem. W sumie wyrzucił 19. Teraz ja… Trza się skupić. Pełnia skupienia. Spokój i harmonia. Me imię to Grzegorz. Jestem wykurwistym graczem. Macanko po twarzy. Spojrzenie w prawo, w lewo, w górę, w dół. Jestem wykurwistym graczem. Znowu. Prawo, lewo… kurwa mać. Jakiś kumpel Wikinga przyszedł i stwierdził, że też chce grać. Cała misterna próba powrotu do harmonii poszła znowu w pizdu. Dobra… rzucam… fak jeeee… najwięcej. 24. Teraz ten kolo co doszedł. Strasznie źle mu z oczu patrzy. Rzuca. 4, 7 i… przypadkowo jakby specjalnie rzucił w Mocnego. Mocny miał wyjebane jak zwykle. Zagraliśmy parę kolejek. Ja cały czas trzymałem się na prowadzeniu, Gosia za mną, dalej Mocny, ten śmieszny kolo i Wiking. O. Zapomniałem o Wąskim. Po kilku rzutach zwątpił w swoje możliwości i siedzi sobie z boku i patrzy. Widać, że ten kolo działa Mocnemu na nerwy. Do tego cały czas gapi się na Gosię. Co wkurwia z lekka Wąskiego. Mnie też. Wikinga też. Wszystkich wkurwia. Skąd on się tu wziął. Twierdzi, ze zna Szweda, ale Wiking go nie kojarzy. Wyczuwam w powietrzu burdę. Oj będzie się działo. Się działo. Zaczyna mieć jakieś problemy do Mocnego. Mocny jak to Mocny. Ma wyjebane. Ale do czasu. Widzę, że żyłki mu się napinają na czole. Zaraz będzie akcja, akacja. Napierdalango. To co wszyscy lubią.
I wybuchło. Dziwny kolo zaczyna miotać się do Mocnego, że niby oszukuje. Mocny nigdy nie oszukuje. Wyskoczył do niego z łapami. To była najgorsza rzecz jaką mógł zrobić. Wyprowadził prosty cios w stronę jego głowy. Mocny szybko zamarkował uderzenie i wypierdolił mi w żebera. JEBS. I znowu. i… PISZD. I kolejne ciosy się sypały jak alkohol z plecaka Wąskiego. Ale śmieszny kolo się nie poddawał. Po gradzie ciosów wymierzonych w niego ze strony Mocnego przeszedł do ofensywy. Szybki cios z prawej nogi w udo Mocnego lekko przygasiło jego zapał. Jednak ten się nie poddał i szybko przeszedł do kontrofensywy. Kilka kolejnych mocnych ciosów w żebra, parę prób uderzenia w głowę. Kolo dobrze się bronił. Mocny ani razu nie pokonał jego gardy. Mocny też dobrze się bronił. Widać, że przybysz umie się bić. Większość przeciwników pada po pierwszej kanonadzie Mocnego, a ten dalej się trzyma. Wiking usiadł sobie spokojnie na krzesełku. A Gosia wpadła w szał. Nie wiedziała co robić. Wąski ją uspokaja i mówi jej, że to normalne. A ja stoję i próbuję wymyślić wiersz do tego. Przyglądam się cały czas bacznie zaistniałej sytuacji. Tego nie można ubrać w słowa. To jest takie piękne. Mocny napierdala jak popierdolony. Kolo napierdala jak popierdolony. Widać zmęczenie na ich twarzach. Widać ból. Widać… Strach… Strach połączony z morderczym skupieniem na tym by wykonać jak najsilniejszy cios i samemu nie oberwać za mocno. Ciekawe jak to się potoczy. Pomóc Mocnemu czy nie pomóc? Ech… On tego nienawidzi. Woli wszystko załatwić po swojemu. Nawet jak już leży zakrwawiony na ziemi. ŁOPANIE!!! MOCNY LEŻY?! PO JEDNYM STRZALE?! Ja jebie. Mamy przejebane. Ło panie. Ten kolo przybrał jakiś strasznie dziwny wyraz twarzy. Zaczął coś mówić o śmierdzeniu, wilkach, czarodziejach chuje muje dzikie węże. Co ten kolo ćpał? Jakie magje? Jego zęby są jakieś takie nienaturalne, a Mocny leży nieprzytomny. Zaczyna mieć jakieś problemy do Gosi, chce jej wjebać chyba. ASZ TO SKURWYSYN. Ja jebe. Na szczęście Wiking w porę wyskoczył. Powiedział coś, że załatwią to na zewnątrz i wyskoczyli poza drzwi garażu. Gosia zemdlała z wrażenia a Wąski chyba też oberwał bo leży nieprzytomny. Boże diable co tu się stało się. Trzeba ich obudzić. Ocucić, czy jakoś tak.

Masakra totalna. Rzeź kompletna. Rozpierdol jak sto pięćdziesiąt. Rozkuriwiel. Mocny leży z rozwaloną mordą. Wąski leży rozwaloną mordą. Gosia leży obok Wąskiego nieprzytomna. A ja stoję. Coś tu jest nie tak. Czemu mnie ten chujek nie pobił? Jebać. Trza budzić resztę. Mocny wstał od razu i powiedział, że śniło mu się napierdalanie z wielkim smokiem. Wąski jak wstał to zaczął coś gadać o latawcach. A Gosia nie chciała się obudzić. Trzeba ją zabrać na górę. Na górze nikt nic nie wiedział o tym co się stało na dole. Szwed zaniósł Gosię do pokoju. Został tam z nią Wąski. Co zrobić. Grrr. Co to był za skurwol? O. Telefon dzwoni. Ciekawe kto to. O. To Wiking. Ciekawe co ma do powiedzenia. Mówi, że zajął się wszystkim i nie mamy się czym przejmować, i że za chwilę będzie. Jak powiedział tak zrobił. Pojawił się lada moment. Mówi, że zna sposób by obudzić Gosię. Udało mu się. Wszyscy stwierdziliśmy zgodnie, ze trzeba oblać toast za 2011 rok! Ale mi dalej cała ta sytuacja wydaje się podejrzana. Niby wszystko się skończyło, ale czy to na pewno jest permanentny koniec?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz