wtorek, 6 listopada 2012

Wolne opowieści spoza światów Część II


V

Aj nie pamiętam kiedy ostatnio mogłem sobie kulturalnie powalczyć. Wszystkie te pijackie burdy zaczynają się robić nudne. Bo ile można lać pijaków? A i jeszcze zawsze kończy się tak samo. Rzucają się na mnie wszyscy łącznie z barmanem i strażnikami z zewnątrz. No nie moja wina, że ten miód jest taki dobry. Ach… Uwielbiam norgski miód, jest taki… miodowy. Kiedy ci leniwi jarlowie znowu zaczną się lać między sobą. Życie najemnika nie jest takie łatwe. Bandytami zajmują się strażnicy. Granic pilnują strażnicy. Dróg pilnują strażnicy. Potwory ubijają strażnicy. A do Kazimierowa, ani w inne miejsce na południu nie wrócę. Więc co począć? Zalewać mordę kolejnymi kuflami miodu i pracować jako durny strażnik pola. Na polach nic się nie dzieje. Nawet chędożeni orkowie już nie atakują. Ani jednego giganta. Nawet wilka ani jednego nie spotkałem. Jedyne co spotykam to jelenie. Ale ileż to na bogów można jeleni ubijać? Chcę godnego przeciwnika a nie jelenia, albo pijaka z miodosytni. Muszę się stąd w końcu wyrwać. Ale gdzie? Nie ma już miejsca dla najemnych walimordów. A może czas zacząć podburzać tych tłustych jarlów? A gdyby tak przypadkowo umarł jakiś tan i znaleziono przy nim dokumenty jarla sąsiada? Albo gdyby jakaś wioska została przypadkowo wybita i spalona i przypadkowo znalazłby się tam sztandar sąsiada? Hmm… to nie taki głupi pomysł. Tylko kto jeszcze do mnie dołączy? Hmm… Hmm… Wiem! Przecież moja stara kompania też nie ma za dużo do roboty. Ciekawy pomysł. Tylko gdzie ich znajdę? Na pewno tak samo jak ja nie zostali na kontynencie. No chyba że ten zapijaczony Ugr Tiasto. Ten na pewno wrócił do domu. No w końcu mało kto jest tak świetnym łowcą wampirów jak on. A tam ich wszędzie pełno. Hmm… Tunbald… ten wiecznie pijany wilk morski pewnie jak zwykle łupi jakieś wioski na wybrzeżach Brytanii. Chyba dalej marzy o odnalezieniu skarbu Tiguryna i dalekiego lądu na zachodzie… Geneusz? Ten dziki chlejący codziennie jeździec pewnie uciekł na wschód ujeżdżać centaury i polować na orków. Hernhelm? Tego nie będzie trudno znaleźć. Ten chodzący baniak miodu pewnie pojechał do wschodniego Norgavaru, do krainy wielkich jezior polować na swoje ulubione undajny. Alberdinch… on zawsze uwielbiał piaski pustyni. Pomimo, że jest cholernym germańskim traperem i specjalistą od poszukiwań w śniegu. Zawsze znalazł coś w tym śniegu… pamiętam że kiedyś znalazł nawet całą beczkę galijskiego piwa. Harian? Wschodni pijaczyna… Ten to zawsze znajdzie robotę. Ma cela jak mało kto, a jak już się ostro napruje swoją ulubioną słowiańską wódką to trafi nawet króliczka w ciemnym lesie schowanego za drzewem z dwustu metrów. Oczywiście przesadzam, ale jest precyzyjny jak mało kto. Ciekawe co się dzieje z tym alkoholicznym złodziejaszkiem Diemerrem? Pewnie jak zwykle dał się złapać i jak zwykle opracowuje genialny plan ucieczki z więzienia. Może i daje często się złapać, ale nie znam lepszego w jego fachu. No cóż starczy mi już tylko ich znaleźć. Zacznę od Harnhelma. Ale na razie muszę wrócić do pilnowania krów i pszenicy.

VI

Co jest nie tak z tym światem? Nie tak dawno temu skończyła się wojna która pochłonęła miliony, a oni nadal szukają co raz to nowe sposoby by szybciej nieść jeszcze większą ilość śmierci. Nie rozumiem już. Nie lepiej oddać się w objęcia Ginhara? Pan mój Ginhar każdego zrozumie, każdemu wybaczy, każdemu da zrozumienie. Bez przemocy, bez użycia siły. Tak… MILOŚĆ! Właśnie! Miłość nas uratuje! Nie możemy się wszyscy nienawidzić bez powodu. Nie możemy się wszyscy nienawidzić nawet jeśli mamy powód. Lepiej podać sobie braterską dłoń. Bądźmy wszyscy braćmi. Nie.. Wszyscy jesteśmy braćmi! Wszyscy mamy jednego ojca, wszyscy mamy jedną matkę! Zakończmy bratobójcze walki i zacznijmy sobie nawzajem pomagać. Odrzućmy broń, a w zamian uzbrójmy się w miłosierdzie i zrozumienie. Zaprzestańmy rozlewu bratniej krwi. Nie walczmy między sobą o doczesne, materialne wartości. Lepiej walczmy o naszą lepszą przyszłość. Kto mieczem wojuje od miecza ginie. Tak to będą dobre słowa. To będą dobre słowa by zjednać wszystkich na świecie! Ludzi, elfów, krasnoludów, orków, goblinów, centaurów, reptilonów, gnollów i wszystkie inne istoty żyjące na tym świecie. Walką nic nie osiągniemy. Bo wojna może prowadzić tylko do następnej wojny. Ognia nie zwalczaj ogniem. Ogień należy tłumić w zarodku i zasiać w nienawistnych sercach miłość. Niech ci sprawcy zła w końcu poznają, że zło i nienawiść nie doprowadzi do niczego tylko do ich własnej zguby i zagłady. Uratujmy ich przed ich własną samozagładą. Ludzie wszelakiego stanu powstańcie! Elfowie wszelakiego stanu powstańcie! Krasnoludowie wszelakiego stanu powstańcie! Mieszkańcy ziemi wszelakiego stanu powstańcie! Nie pozwólcie by nienawiść była silna w waszych sercach! Nie pozwólcie by nienawiść była silna w sercach waszych braci! Nie pozwólcie aby nienawiść była silna w sercach panów waszych, ani panów waszych braci! Pokażcie im co to znaczy kochać! Niech dowiedzą się, że przemoc i nienawiść są narzędziami wszelkiego zła i że należy się tego wystrzegać. Nie można! … Ekhe, ekhe, ekhe. Znowu dałem się ponieść i zacząłem myśleć na głos. Ach… muszę w końcu coś wygłosić, a nie gadać do siebie wieczorami… może ludzie w końcu dostrzegą, że przemoc to nie jest jedyne narzędzie jakie można użyć aby zmienić świat. Może dostrzegą, że miłość i zrozumienie może uczynić dokładnie to samo, tylko trzeba w to uwierzyć. A gdybym tak w końcu zebrał się na odwagę i wyszedł na plac w centrum miasta i zaczął głosić swoje poglądy? Moi bracia na pewno by mnie poparli, ale co z innymi? Czy znajdę poparcie wśród ludu?

VII

Wybrzeże zielonej wyspy już dawno nie było takie spokojne. W sumie wyspa już nie jest taka zielona. Późno jesienny krajobraz przybiera częściej barwy szkarłatu i brązu. A jednak wyspa nawet o tak ponurej porze roku wygląda urokliwie. Wschodnie wybrzeże zielonej wyspy jest usłane niskimi brzegami u których majestatyczna toń morskiej wody spotyka się z piaskiem. Nawet o tak ponurej porze roku jak ta widok ten jest dość urokliwy. Mniej więcej na środku między południem , a północą u stoku góry i u ujścia rzeki stoi majestatyczne miasto. Nie jest tak majestatyczne jak stolice krajów z kontynentu. Jak te megalopoliptyczne skupiska istot żywych nie dbających o miejsce w którym żyją. To nieskażone złą cywilizacją urokliwe nawet o tej porze roku jest centrum nowego kultu. Kultu przez wielu uznawanego za heretycki, ale dla czego kult wielkiego orędownika natury i samej natury ma być zły i heretycki? Nie podżega do wojny, nie podżega do buntu, nie podżega do niczego poza umiłowaniem natury. Wielki bohater Wielkiej Wojny, Celt, nasz rodak, nasz bohater, Haldik. Haldik sługa natury jak później został nazwany. Ruszył na wojnę jako młody szukający pieniędzy człowiek. Po prawie trzydziestu latach wojny nie widział w niej już sensu. Widział tylko jak wielkie armie niszczą naturę. Widział jak ją palą… siekają i rąbią ostrymi toporów ostrzami. Nie mógł tego znieść. Postanowił się zbuntować. Zaczął swoją epicką walkę o naturę. Mogło się wtedy zdawać, że ją przegrał… ale… ale… Pozostali uczniowie jego słowa. Nawet teraz, po pół wieku od śmierci Haldika jego kult jest żywy. Jego słowa brzmią. Jago słowa będą brzmiały do końca świata i jeszcze dłużej. To dzięki niemu to majestatyczne miasto jest takie spokojne. Nasza zielona wyspa jest taka spokojna. Tu gdzie druidyzm i kult natury zawsze był silny wzrośnie nowa siła! Nowa siła która pokaże ludziom i ich wojnom, że nie mają one sensu. Niech oddadzą się potędze natury. Jak niegdyś robili to druidzi, którzy przez swoich własnych braci zostali zdradzeni. Już niewielu ich zostało, a ich kult uważany jest za heretycki. Tak jak nasz. Ale my mamy poparcie. Wielu wielkich z wielkiej wyspy buntuje się przeciwko obecnym reżimom. Teraz rządzi ogień i stal. Jednakże ogień można zgasić, a stal koroduje. Natury nie da się zniszczyć. Natura była przed nami i będzie po nas. A my się przyczynimy do tryumfu natury. Natura zwycięży… nawet jeśli nam się nie uda to natura i tak będzie tryumfować. Nie da się tego uniknąć. Jeszcze nadejdzie czas, że ludzie zamknięci w swoich kosmopolitycznych metropoliach staną się więźniami własnego „raju”. Natura stanie się im nieprzyjazna. Ziemia przestanie dawać im plon. Woda przestanie być zdatna do picia. A powietrze będzie się robić coraz to cieplejsze i cieplejsze. Aż stanie się tak ciepłe, że ziemia zamieni się w piach, topniejące lodowce zaleją ziemię, a palące słońce wysuszy jej powierzchnię. To nie jest bliska przyszłość. Ale taka jest, jeszcze napomnicie na moje słowa. Niebo stanie w miejscu, ziemia zadrży w ogniu, a wy nawet tego nie dożyjecie, bo wasz wzrok jest zbyt krótki aby zobaczyć następstwa waszych „cudów”. Nie dostrzegacie tego że niszczycie wszystko co dała nam natura. Drzewa… Ziemia… Rzeki… Powietrze… Jednakże czuję, że nadchodzi wicher zmian. Nic nie będzie już takie jakie było kiedyś. Świat się zmieni. Wszystko się zmieni. A ja będę tego narzędziem. Będę narzędziem w potężnych objęciach natury, która upomni się o swoje. Niech duch natury mnie opęta, niech będę bronią natury, niech będę tarczą natury. Wszystko się wtedy zmieni. Ludzie od nowa zobaczą, że postęp nie zawsze prowadzi do przodu. Gdyż może stać się również szybką drogą na dno.

VIII

Ach… jestem już za stary na to. Już całe osiemdziesiąt lat pracuję w tej przeklętej kopalni i ani widu, ani słychu awansu. Król Tarasu nie jest wcale taki dobry jak go piszą. To okrutny tyran który nie dość, że żyje bogowie wiedzą ile, to jeszcze pastwi się na swoim ludzie i odbiera nam prawa. Każden jeden krasnolud mający setkę na karku już dawno powinien wyjść z kopalni. Ale nie za panowania tego tyrana. Według niego jesteśmy maszynami do wydobywania rudy spod gór… Na Farnira… jak ja dawno nie widziałem słońca… nigdy nie widziałem słońca… Już jako młodzieńca wrzucili mnie do kopalni a teraz w wieku stu dwunastu lat po osiemdziesięciu latach pracy Jaśniepan „łaskawy” Król oznajmia, że jako, że jestem taki zdolny w swoim fachu to zbędę górnikiem przez następne pięćdziesiąt lat. Mi już nie czas myśleć o rudzie. W wieku stu lat powinienem zacząć myśleć o żonie, o dzieciach… ale jak taki zwykły górnik jak ja ma zdobyć żonę? Jak mam się wyrwać skoro Król Tyran wrzucił mnie na kolejne pół wieku do czeluści? Muszę spróbować. Nie mogę przecież całego życia przeżyć uderzając tempo w skałę? Niee… tak nie może być. Coś musi się zmienić! Coś musi się zmienić! Tyranizujące rządy muszą zostać ukrócone! Niech tyran usłyszy głos ludu! Niech usłyszą nas wszyscy uciśnieni! Niech powstaną razem z nami! Nie damy się tyranowi! Jest nas wielu! Jest nas więcej! Nadchodzi czas zmian! Coś musi się w końcu zmienić! Dłużej tak nie może być! Tylko jak to wszystko rozplanować? Nie możemy tak po prostu wejść do Sali Królewskiej i wbić mu topora w głowę… To musi być widoczne… Na jakimś publicznym wystąpieniu… Nie wiem jaka jest pora roku, ale według naszego kalendarza jest właśnie Thuanhthar. A koniec Thuanhtharu jest wielkim świętem krasnoludów. Z tego co wiem to wtedy akurat na powierzchni jest coś takiego jak wiosna. Dziś jest 21 dzień Thuanhtharu. Czyli jeszcze sto i jeden dzień przed nami. Będzie dużo czasu na przygotowania. I się nam uda, musi się nam udać. Nie jestem sam. Za czasów Króla Tyrana liczba górników w Tarasie wzrosła do grubo ponad pięciuset tysięcy. Myślę, że rzemieślnicy i inni uciśnieni mieszkańcy Tarasu pójdą z nami. Zwyciężymy. Czuję to. Czuję swoje powołanie do tego. Czuję zew samego Farnira. To się nie zdarzało od tysiącleci. Tak… od ponad trzech tysięcy lat Niegdyś Potężne Królestwo Tarasu zajmuje się wydobyciem i przetwarzaniem rudy spod Karpat i handlowanie nią z mieszkańcami powierzchni. Przybycie ludzi jeszcze bardziej wzmocniło ten trend. My krasnoludy musimy pokazać, że nie jesteśmy tylko nadającą się do kopania skały maszynami. Musimy pokazać, że słowo krasnoluda ma więcej znaczenia na powierzchni niż jej mieszkańcom może się wydawać. Zew Farnira. Tak to musi być to. Niegdyś Potężne Królestwo Tarasu powstało ponad pięć tysięcy lat temu… Kiedy to po raz ostatni krasnolud poczuł w sobie Zew Farnira. Niewiele czasu zostało, ale wierzę że dam radę. Farnir ma mnie w swojej opiece. Będę mieczem i tarczą ziemskiej inkarnacji boga ojca. Zniszczę tyranię i ustanowię braterstwo. Jak ongiś. Ludy powierzchni będą inaczej patrzeć na podziemny lud. Lud pełny dumy i potęgi. O bogatej w bohaterów historii. O dumnej historii. Nie damy się już nikomu pomiatać. Ani swojemu tyranowi, ani tyranowi z powierzchni. Sami będziemy sobie panami, sami będziemy sobie seniorami, sami będziemy sobie władcami. Będziemy sami dla siebie. Chwała Farnirowi! Ale na razie muszę wracać do pracy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz