poniedziałek, 8 października 2012

(Un)vitam Aeternam

Me imię śmierć i nie wiem dlaczego
Jest zamknięte przede mną niebo
Nic nie zrobiłem, nic nie zgrzeszyłem
Nie przeżyłem…

Jestem tu sam, choć nie do końca
Miejsce to znam jam był obrońca
Ongi tego miejsca bożego
Gdzie jest niebo?

Sądzili mnie za moje winy
Jednak nie znali win przyczyny
Oni wiedzieli lepiej ode mnie
Tak niewiernie…

Skazali mnie na spopielenie
Żeby przedłużyć moje cierpienie
Jednakże bóg chciał inaczej
Już nie zobaczę…

Oni zbiorą plon nienawiści
Ona się nigdy z nikim nie pieści
Spadnie jak grom z jasnego nieba
Nic nie potrzeba…

Nic nie zatrzyma anioła śmierci
Oni umrą jako niewierni
Zapłacą krwią za błędy swoje
Jak ja za moje…

Ile już lat nieśmierci żyję?
Nie zmieniam się, nie chudnę nie tyję
Jam jest śmierć i śmierć mój posiłek
Wielki wysiłek…

Ja tułam się w nieżyciu niebycie
Czymże jest śmierć, czymże jest życie?
Kiedy jedną zastąpić ma druga.
I się nie uda…

Ten kto ma życie niech należycie.
Przeżyje je by być na szczycie.
U niebieskiego domu bożego
Tam gdzie jest niebo…

I wtedy ja przez nich wzgardzony
Poniżony i odrzucony
Przyjdę po nich, ze sobą zabiorę
I ruszę w porę…

W porę rabunku, porę zarazy,
Porę śmierci, porę obrazy,
Porę smutku, porę złości,
Łamanych kości…

Ja nie dam się, jestem potworem
Przekupić mnie? Nie jestem kantorem
Ja muszę zebrać plony dla tego
Którego jest niebo…

Oprawcy moi już dawno polegli
Ci co przeżyli rozpierzchli się zbiegli
Przed mą zemstą, przed zarazą,
Bożą obrazą…

Ja się nie boję, ja twardo stoję.
Noszę swój miecz, stalową zbroję.
Nie zranisz mnie, nic mnie nie boli
Ja nie mam woli.

Niezniszczalne ciało i kości
Nie odkupią straconej miłości
Dzieci moich i mojej żony
Gdy byłem stracony…

Nieżycie wieczne nędznie prowadzę
Ja słucham pana i nigdy nie zdradzę
Słów jego boskich, słów bez pomyłek
Wielki wysiłek…

Życie, nieżycie, palec w odbycie.
Skrycie ukrycie przemija życie.
Śmierć w nieśmierci. Życie w nieżyciu
Się czai w ukryciu

Żyć czy nie żyć, dylematy mają
Tylko ci co życia nie znają
Chcą poznać śmierć, ale srodze
Wylądują na podłodze

Bo to ja jestem sprawiedliwość
Ja wykorzystam każdą możliwość
By wypełnić zadanie pana
Czasem Szatana

Bóg i Szatan w szachy grają
Jako piony nas używają
Nie wiesz kto jest twym bogiem ojcem

Nie wiesz czy śmierć tak naprawdę jest końcem

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz