czwartek, 6 września 2012

Nowy Początek Część I


I Mariusz
W końcu zima… Moja ulubiona pora roku. Aha. Zapomniałem. Nazywam się Krzysiek „Blacha” Kowalski. Tak wiem. Dość dupne nazwisko. Takie… popularne. Mainstreamowe jakby to powiedział Wąski. Powracając do zimy. Może troszkę lipa bo nie można grać na boisku i szybko robi się ciemno, ale i tak jest zajebiście. Niedługo zbliża się sylwester 2010. Nie mogę się doczekać. To będzie istna apokalipsa. Jest sobota, godzina trzynasta 11 grudzień. Pewnie jak zwykle pójdę do Gilette i będziemy napierdalać w Fifę do wieczora, a później gdzieś na balety. Dobra, czas na śniadanie. Standardowo jajecznica z 5 jajek, jak co sobotę, plus bekon i parmezan. Nie można zapomnieć o szklance zimnej coli. Trudno uwierzyć, ale nawet dobrze potrafię gotować. Możliwe, że dla tego, że moja stara nie ma czasu na gotowanie, a ojciec to jebany legat i po robocie sączy browary przy telewizorze. Ale jeszcze rok i ja też będę sobie sączył piwka w domu. Na lajcie i bez problemów. Ciekawe czy ten frajer Gilette już się obudził? Mam nadzieję, że tak, bo jak nie to zrobię mu zajekurwabistą niespodziewankę. Niespodziewanke… hahaha. Ale ja jestem pojebany. Dobra spokój. Trzeba zająć się śniadaniem. Jaja są. Bekon jest. Gdzie jest parmezan? O, tu jest. Można się zająć ważnymi sprawami. Najpierw wlać wnętrzności jaj do miski, następnie pociąć bekon i parmezan. Wszystko wrzucić do miski i zmieszać. Jeszcze kapka mleka i będzie git majonez. Wszystko wylać na patelnię i smażyć aż będzie zajebiście zajebiste. A następnie kulturalnie zjeść przy stole nie upierdalając się jak to ja mam w kurwa zwyczaju. No. Jajca na miejscu. Bekon na miejscu. Parmezan na miejscu. Mleko na miejscu. Wszystko na patelni i… i… i… już. Zajebiście. Teraz kapka soli, pieprzu i ziół dla smaku i włala. Zajebista jajecznica dla równie zajebistej osoby którą jestem ja. Pachnie równie zajebiście jak wygląda i jeszcze bardziej zajebiście smakuje. Do tego zajebiście zimna zajebista cola w zajebistym kubku i zajebiste śniadanie zajebiście skończone. Można teraz zajebiście wyjść z domu i zajebiście zapukać w drzwi. Puk puk. „Kto tam” No i mówię, że ja to ja. Wrota do, jak to sam Gilette nazywa „Królestwa Grzesia”, zostały otwarte. O, drzwi otwiera jego matka. To się pytam czy Gilette śpi. A ona na to, że się goli. No ja pierdolę… ile to kurwa razy w tygodniu można się golić? Ja się golę co niedzielę i jest zajebioza. Teraz jestem nieogolony i nie czuję się z tym nic a nic źle. A Gilette jak się nie ogoli codziennie rano to cały dzień jest do dupy. Narzeka że go morda swędzi. Że dziewczyny wolą ogolonych. Że chuj do dupy jego mać. Pojebany jakiś. Ja tam jestem bogiem seksu, a seksapil spływa mi po plecach i każda laska w okolicy chce mi obciągnąć. No dobra. Przesada. Ale na chuj się golić? Nie rozumiem. No ja pierdolę jak można golić się codziennie? I to bez pianki? Nie wierzę. Znam tego gościa od lipca i zawsze mnie ciekawiło dla czego goli się codziennie. I bez pianki. Może czas zapytać? A może nie? Jebać to. No nie mogę przestać myśleć o tym goleniu się codziennie. No o co tu chodzi jak można golić się codziennie? Codziennie… Bez pianki… Może on ma jakąś nerwicę natręctw, albo jaką schizofrenie paranoidalną. Albo jest zwyczajnym, klasycznym, standardowym, często spotykanym… gościem. Każdy ma przecież swoje dziwactwa. Hmm… co ja robię dziwnego? W sumie nic. Ja jestem dziwny bo nie robię nic dziwnego jakby to powiedział Wąski. Już mi to mówił. Nie raz. I też zawsze jak się wkurwiałem o to że musimy poczekać aż on się ogoli. No, ale jak można się golić codziennie? To jest… o… wyszedł w końcu. Jak zwykle wziąłem swojego pada do grania i jak zwykle będę grał Juventusem. A Gilette pewnie jak zwykle będzie grał, albo Realem, albo Liverpoolem. Zazwyczaj na zmianę. Ogólnie to gramy mecz po 30 minut połowa. Więc jest pole do popisu. Najczęściej to ja jestem tym przegranym bo ten Gilette to wymiata w Fifie. Szkoda, że nie umie tych wszystkich tricków na żywo. Mógłby się nauczyć, a nie. Cwel. To zaczynamy. Dziś ja zaczynam. Standardowo piłka jest kierowana wprost pod nogi Del Piero, mojego głównego strzelca. W 4 soboty. 3 mecze dziennie. Co daje jakieś 12 meczy. Strzelił już 8 goli. W sumie strzelił wszystkie gole i ja wcale nie wygrywam. Zawsze dostaję po dupie jakieś 15:0, 14:1 itp. Na przykład w jednym z meczów sam Torres strzelił aż 12 goli. Ale i tak najlepszym strzelcem Gilette jest Kaka. Ma na koncie już 47 goli. A Gilette grał Realem tylko 5 razy. Co daje prawie dziesięć goli na mecz. Co w sumie się sprawdza. Już możemy zaczynać. Tym razem Gilette będzie grał Realem, ale… <Nokia Tune>. Ciekawe kto to? To tylko Wąski. Nici z dzisiejszego grania. Jakaś sprawa na boisku. Trzeba iść. No dobra. Tylko ubiorę się jak należy i idę. Dobra. Już jestem przygotowany. Gilette też. Idziemy. Gilette nacisnął na klamkę czarnych metalowych drzwi i na chwilę przystanął trzymając ją. Stałby pewnie dłużej gdybym my dosadnie nie powiedział żeby zapierdalał. No i zaczął zapierdalać. Nawet dość szybko jak na siebie. Oczywiście jak zwykle przed klatką odpalamy po fajce. Każdy swoją. I idziemy. Na szczęście do boiska nie jest za daleko więc zanim spaliliśmy fajki już byliśmy na miejscu. Na boisku jest Wąski, Mocny i jeszcze jakiś pacjent. Ciekawe kto to? Mocny mówi, że to jest jego kuzyn Mariusz Hermann. Ogólnie Mariusz. Podobno wprowadził się do domu w okolicy. Jest w moim wieku i będzie chodził do szkoły z Wąskim. Też podobno kawał z niego skurwysyna. Podobno każdego, dosłownie każdego, potrafi wyprowadzić z równowagi samemu zachowując kamienną twarz. I tak podobno zazwyczaj wykańcza swoich przeciwników. Najpierw ich konkretnie wkurwia. Czeka aż przeciwnik zacznie robić się nerwowy i nie uważny. Następnie czeka na atak z jego strony. A na koniec kończy szybkim sierpem co zazwyczaj kończy się nokautem. No chyba ich pojebało? Będziemy teraz grać w rugby? I co? Wąski, Mocny i Mariusz na mnie i Gilette? To chyba jakaś kpina.
- Nie no pojebało was? Będziemy teraz grali w rugby? Nie ma toć aż tak dużo śniegu.
- A co? Wymiękasz? – powiedział Mariusz
- Nie, ale uważam że ten pomysł jest zajebiście pojebany.
- Wymiękasz panienko?
- Sam jesteś panienka.
- Ja chcę grać. A ty nie panienko. Może pokarzesz lepiej nam swoją cipę zamiast się dąsać?
- Cipe ma twój stary.
- Skąd wiesz? Uprawiałeś z nim lesbijski seks? Wylizał ci szpare i wytargał cycki?
- Zaraz cię jebnę.
- Na co czekasz panienko?
- Skończ bo zaraz się wkurwię i serio ci jebnę.
- No dawaj. Tutaj. – powiedział wskazując lewy policzek – Uderzaj. Chyba naprawdę jesteś baba. Bo nie dość że kłamliwa i strachliwa to jeszcze się bić nie umie.
W tym momencie puściły mi nerwy. Wyrwałem na niego z całej siły. Zamachnąłem się i poleciał prawy sierpowy. Dalej nie pamiętam co się ze mną działo.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz