sobota, 7 kwietnia 2012

Moje Piosenki. Pierdolnięci Dekadenci.

Całe życie aż do śmierci.
Pierdolnięci dekadenci.
Całe życie chodzą wcięci.
Pierdolnięci dekadenci.
Całe życie nie są święci.
Pierdolnięci dekadenci.
Tak to jest, bo my jesteśmy
PIERDOLNIĘCI DEKADENCI.


Siedzę na dworcu jest zimno.
Świat się w okół pręży.
Ja czuję się morską świnką.
Czas by się odprężyć.
A żeby było szczęścliwiej.
Kupię sobie wino.
A że już jestem po piwie.
Pójdę tą doliną.


Całe życie aż do śmierci.
Pierdolnięci dekadenci.
Całe życie chodzą wcięci.
Pierdolnięci dekadenci.
Całe życie nie są święci.
Pierdolnięci dekadenci.
Tak to jest, bo my jesteśmy
PIERDOLNIĘCI DEKADENCI.


Tam już siedzą moi ziomkowie.
I sączą swe browary.
Jeden zalany leży w rowie.
I jest już dość stary.
Po winie wszystko wydaje się inne.
Jakby wirująca mglista zasłona.
Po drugim czuję się dziwnie.
I chyba walnę za raz zgona.



Całe życie aż do śmierci.
Pierdolnięci dekadenci.
Całe życie chodzą wcięci.
Pierdolnięci dekadenci.
Całe życie nie są święci.
Pierdolnięci dekadenci.
Tak to jest, bo my jesteśmy
PIERDOLNIĘCI DEKADENCI.


Obudziłem się następnego dnia rano.
Zziębły i przemoknięty.
Poczułem że mam dupę obesraną.
Ale byłem mocno wcięty.
Zimno na dworcu jest a ja siedzę.
Gównem i fuzlem ode mnie wali.
Przez mą dekadencką niewiedzę.
Matka z domu mnie wywali.



Całe życie aż do śmierci.
Pierdolnięci dekadenci.
Całe życie chodzą wcięci.
Pierdolnięci dekadenci.
Całe życie nie są święci.
Pierdolnięci dekadenci.
Tak to jest, bo my jesteśmy
PIERDOLNIĘCI DEKADENCI.

Słowa: Lopez, BAN
Muzyka: Lopez, BAN, Sowa

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz