sobota, 14 stycznia 2012

Opowieść o Grzesiu co golił się bez pianki. Część IV Rachunek Sumienia

Po sześciu strasznych tygodniach rehabilitacji w końcu mogę sobie zagrać. Niestety (Nie)Zwyczajni już nie grają w zawodach. Przegrali z drużyną która jest faworytem turnieju. Już nie mogę się doczekać. W końcu będę mógł się wyżyć na piłce, a nie na pierdolonej Fifie. Achhh Blacha powinien zaraz przyjść. Po tym jak Vladimir go skasował, Blacha przez cztery dni wracał do siebie. Pierdolony Vladimir, kutas powinien do piachu trafić. O Blacha właśnie przyszedł. Ogólnie to dostałem od matki w prezencie elektryczną maszynkę Braun. Gosia była u mnie codziennie i kochamy się regularnie co sobotę, kiedy moja matka jest w pracy. Nawiasem mówiąc, dzisiaj jest sobota. Mam zamiar zrobić coś wyjątkowego. Może zaproszę ją dzisiaj na kolację przy świecach w „Mediolanie”. Duża pizza z pieczarkami i szynką. Mmm, to by było coś… Ale na razie wybieram się na pierwszy mecz od siedmiu tygodni. Ogólnie to już zbliża się koniec sezonu. W końcu jest listopad. Nie ma co idziemy. Blacha już zadzwonił po Wąskiego i Mocnego, a Wiking pojechał ze Szwedem na jakiś obóz szkoleniowy. Na tym obozie uczą się walki pierdolonymi mieczami i wielkimi toporami. Blacha wypytuje się mnie o zdrowie. No ja mu na to, że jest świetnie i że chętnie znów zagram. W końcu drzwi. Skrzyp. Czarne, metalowe drzwi otwierają się pod naporem mojej ręki. Świeże powietrze wypełnia me płuca. I coś na co czekałem. Tak… to ona… już na mnie czeka… biegnie w moją stronę i jak zwykle szykuje się żeby wskoczyć mi w ramiona. Jak ja to uwielbiam. Znów zaciska swoje piękne nogi na moim pasie. Tuli się do mnie. Mmm jak ja uwielbiam ten lekki zapach malin otaczający ją w około. Jej usta zbliżają się coraz bardziej do moich. Jej ciepły, miarowy oddech mnie rozgrzewa. Nasze usta spotykają się w namiętnym pocałunku. Znów jesteśmy jednością. Jesteśmy jednym ciałem, jedną duszą. Kocham ją nad życie. Zeskakuje ze mnie, ale nie puszcza. Dalej trzyma mnie w swoim ciepłym uścisku. Bierze moją dłoń w swoją. Jest pięknie. Ale mamy robotę. Blacha mówi żebyśmy się nie spieszyli, ale mam inne plany. Ogólnie to boisko jest po drugiej stronie bloku. Czasami jak siedzę w pokoju to oglądam jak gówniarze sobie grają. Dobra należałoby już iść. Na boisku już jest Bear i kilku innych ziomków z osiedla. Grają sobie w warszawę i jarają szlugi. Kilka gówniarzy biega sobie po placu zabaw, a gdzieś pod blokiem Wikinga idzie sobie babcia z psem. Już prawie doszliśmy do boiska, kiedy zza bloków wyszli Wąski z Mocnym. Weszliśmy sobie na boisko. Siema, siema. Jak tam? Co tam? Bear powiedział, ze słyszał od kogoś, że Pręt coś kombinuje. Kurwa. Czy on nie może sobie dać spokoju? Blacha usiadł koło Beara, ja koło Blachy, a Gosia na moich kolanach. Ogólnie to już od siedmiu tygodni nie palę. Robię to dla niej. Tak bardzo ją kocham. Ona to wie i też mnie kocha. Zacząłem trząść kolanami. Mmm podoba jej się. Spojrzała się na mnie tym swoim kocim wzrokiem. Głębia jej oczu mnie więzi. Nie mogę i nie mam zamiaru się jej przeciwstawiać. Dobra Mocny z Wąskim już doszli. Tak długo na to czekałem. Jest nas akurat dziesięciu. Idealnie. Gosia sobie usiadła na murku, a mu idziemy na środek się wybierać. Wybierają najlepsi, czyli Mocny i Bear. Ja jestem w składzie z Mocnym, Wąskim, Zurgiem i Kleszczem na bramce. Piłka poszła w ruch. Mocny jest przy piłce i podaje do Zurga. Zurg biegnie w stronę bramki ale… pierdolony Bear go zatrzymał. Bear szybko podaje do Miłego. Miły zbliża się w moją stronę. Blok… i… przejęcie. Mam piłkę. Co zrobić? Biegnąć do przodu, czy podać Wąskiemu? Pobiegnę trochę do przodu i podam do Wąskiego. Wąski przyjął piłkę i robi to co zwykle… szarżuje jak dziki koń na bramkę przeciwnika. Dzika szarża kończy się potężnym strzałem. Czy Blacha to obroni? Rzuca się na piłkę… i lecą… i Blacha… i piłka. Oczekiwanie… Czy mastershooter Wąski trafi? Wszyscy bacznie obserwują piłkę. Na twarzy Blachy widać wielkie skupienie. GOOOOOOL. Wąski jednak pokonał Blachę. Blacha zawiedziony wstaje z ziemi. Nie miał szans. Wąski zawsze strzela pierwszego gola. Poza tym to był jeden z najlepszych strzałów jakie kiedykolwiek padły na tym boisku. Piłka przyspieszona. Tuż przed bramką obniżyła trajektorię lotu. Odbiła się od ziemi i skozłowała nad Blachą. Nie ma co, Bear zaczyna od środka. Podania, kurwa masa podań. O co im chodzi? Podchodzą coraz bliżej. O… o… będzie akcja. Bear włączył świński galop. Omija wąskiego i finezyjnie uderza piłkę. Piłka wykonuje łuk iiii… Kurwa! Minimalnie od słupka wpadła. Szet. 1:1. Może wygramy. Od środka zaczyna Zurg. Od razu zaczyna się akcja. Mocny przejmuje piłkę i zaczyna ją czarować. Może przejdzie… Kurwa nie przeszedł. Bear go zatrzymał i zaraz podał do Miłego. Miły z kopyta rusza do przodu. Znów biegnie na mnie. Nie ma szans. Wąski już się do niego zbliża. Wybiegam mu naprzeciw. Co z tego będzie? Tak jest. Miły w potrzasku miedzy mną, a Wąskim. Strata piłki. Wąski przejmuje i rusza. Ale teraz nie biegnie samemu. Z razu podaje do Zurga, a Zurg do Mocnego. Mocny podbiega… wysuwa Zurgowi… iii… JEEST 2:1. Bear znów zaczyna od środka podaniem do Miłego. Miły nie rusza do przodu… Co się do cholery dzieje? Kurwa co jest. Miły i Bear stanęli jak wryci. O KURWA!!!!!!!!! CO DO CHUJA PANA TEN KUTAS TU ROBI?!?!?!?!? CO KURWA ROBI VLADIMIR. Nie ma chuja. Wszyscy zbierają się w jednym miejscu. Mocny i Bear wychodzą przede mnie, a Wąski cichcem próbuje wyprowadzić Gosię.
- I co kurwa jebane gnojki? – zaczął Vladimir
- Wypierdalaj! – odpowiedział Mocny
- Nie ma mowy. Ten chujek co stoi za tobą. Mam rachunki do spłacenia.
- Nie i chuj. Póki tu stoimy, nie tkniesz go.
- Jesteś pewien, że chcesz to zrobić?
- Dawaj kurwa
- Spokojnie, załatwmy to po cichu. Ja i ta mała pizdeczka co chowa się za tobą.
- Nie i chuj!
- Hardy jesteś jak na cipę.
Mocny puścił to mimo uszu i dalej stał jak najbardziej mocno umiał.
- Nie chcesz tego, naprawdę.
- Dawaj kurwa! Tu i teraz!
- Spokojnie, ta sprawa dotyczy wyłącznie mnie i tej burej suki co się chowa zamiast spotkać swoje przeznaczenie.
- Mówię ci kurwa… WYPIERDALAJ STĄD!!!!
Vladimir nie wytrzymał. Już brał zamach na Mocnego, ale my byliśmy bardziej cwani. Wiedzieliśmy, że Vladimir przyjdzie do mnie po rehabilitacji, ale nie spodziewaliśmy się że tak szybko. Wiedzieliśmy, że Mocny tak go wkurwi i nie wytrzyma. Więc opracowaliśmy plan. Podczas gdy Bear i Mocny mnie zasłaniali, ja zakładałem sobie rękawice z metalowymi płytkami. Na kolana nałożyłem metalowe nakładki, a na buty doczepiłem metalowe płytki. Bear natomiast nałożył metalowe płytki na ramiona, tak żeby Vladimir uderzając go, poczuł ból. Plan jest taki. Mocny ma oberwać, Bear zasłania się rękami, a ja wyskakuje i zaczynam napierdalać chuja. Wszystko idzie jak należy. Mocny obrywa i pada na ziemię. Vladimir macha się na Beara i krzywi mordę po spotkaniu z metalowymi płytkami skrzywił się jak skorwesyn. Teraz moja kolej. JEB. Oberwał z pięści w żebra. PIZD. I kolejny hit. Tym razem z kolanka. Przykurwiłem mu jeszcze z buta w ryj. Polała się krew. Padł. Chyba roztrzaskałem mu nos. Kurwa. Mocny wstaje z wielkim śladem na policzku. Bear powiedział żebyśmy wyrzucili go do śmietnika. Jak powiedział tak robimy. Wleczemy go w alejkę w której mu wpierdoliłem. Tak jest. Leży w gównie którym jest. Dobra wracamy, Gosia na mnie czeka. Nie mogę pozwolić, żeby czekała na mnie dłużej. Oh ona już na mnie czeka. Już biegnie żeby znów wskoczyć mi w ramiona. Mmm jak ja to uwielbiam. Jej miękkie ciało otacza mnie niczym cały świat. Jej ciało ogrzewa mnie jak słońce. Jej ciało jest… jak powietrze którego potrzebuję. Ją potrzebuję. Nie wyobrażam sobie życia bez niej. Ona jest moim życiem. Moim całym światem. Ona jest mną. Ona jest ze mną. Ciekawe czy pójdzie ze mną do „Mediolanu” wieczorem. Hmm, Gosia mówi, że chętnie już by poszła, ale musi się przebrać. W sumie dobrze by było gdybym też się przebrał. W co się ubrać? Hmm, wezmę starą czerwoną koszulę i zwykłe jeansy. Włosy postawię na żel i będzie całkiem zajebiście. Jeszcze tylko do kwieciarni po czerwone róże i będzie git. Cztery dyszki ze skarbonki i mogę iść. Drzwi na klucz, a klucz do skryjówki. Teraz spokojnie, to tylko mała randka z moją dziewczyną. Trzy czerwone róże 11,50 zł. Umówiłem się z Gosią że spotkamy się w „Mediolanie”, ale ja mam lepszy plan, pójdę po nią do domu. Ding dong. Skrzyp. Gosia już szykuje się do wyjścia i wygląda na zdziwioną moim przybyciem, a jeszcze bardziej czerwonymi różami. „Moje ulubione” powiedziała. Aachh spodobały jej się. Zamknęła drzwi i od razu mnie pocałowała. Mmm, każdy jej pocałunek jest przyjemniejszy od poprzedniego. I idziemy, ona wtulona we mnie, a ja zadowolony. Już widać „Mediolan”. Pizzeria jest prawie kompletnie pusta. Tylko kilka gości siedzi po prawej stronie od drzwi. Bar jest na wprost, a stolik który my weźmiemy jest po lewej stronie. Brat Beara zrobił tak jak go poprosiłem, pusty wazon i dwie świece. Jest już 21 więc jest dość ciemno. Gosia zajęła swoje miejsce i od razu włożyła róże do pustego wazonu. Brat Beara od razu przyszedł żeby spytać się co zamawiamy. Gosia zamawia małą pizzę z szynką i pieczarkami. No a ja się pytam Gosi czy nie lepiej by było gdybyśmy zamówili jednej dużej pizzy. Ona przytaknęła więc mówię Marcinowi, bo tak brat Beara się nazywa że jednak bierzemy jedną dużą. Spytam się Gosi czy chce coś do picia. Ona mówi że chciałaby Frugo jak mają. Marcin mówi że mają. No to Frugo dla Gosi i Sprite dla mnie. Pizza będzie za jakieś dziesięć minut więc od razu przeszliśmy do rozmowy. Rozmawiamy naprawdę o wszystkim. Gosia mówi o kosmetykach. Ja się jej dopytuję za jakimi ona przepada i jakie używa. Ja mówię o footballu, a ona się mnie dopytuje o ulubione zespoły i ulubionych piłkarzy. Dziesięć minut minęło jak z bicza strzelił. Pizza i napitki już są. Każdy ucina sobie kawałek pizzy. Hmm, wpadłem na genialny pomysł. Ciekawe co ona na to żebyśmy się wzajemnie karmili. To znaczy ja ucinam kawałek i daję jej do ust i odwrotnie. No dobra spróbuję. Podsunąłem jej kawałek pizzy na moim widelcu. Mmm od razu zorientowała się o co mi chodzi. Ponętnie ściąga pizzę z widelca i jeszcze bardziej ponętnie ją przeżuwa. Odwdzięcza się tym samym. Podaje mi kawałek pizzy który ja biorę do ust nie spuszczając z oka jej spojrzenia. BUM. Ktoś z hukiem wszedł do baru. Jest to tutejszy bywalec, Harold. Za nim wchodzą jego kumple. „Jesteśmy w Mediolanie!!!” wykrzyczał jak ta dziwna laska z Top Model. Od razu poszli do Sali dla palących. Znów spokój przeszliśmy do swoich spraw. Dobra pizza skończona, napoje wypite, możemy wracać. Idziemy sobie spokojnie ulicą, gdy tu nagle wyskakuje Vladimir.
- Teraz się kurwa doigrałeś.
- Spierdalaj gościu.
- Jesteś kurwa martwy.
W tym momencie Vladimir na mnie skoczył. PIZD. Przywalił mi w mordę. Kurwa, ale mi szumi w głowie. JEB. Kolejny cios. Padłem na ziemię. Co za ból. Gosia uciekła i gdzieś się schowała i pewnie gdzieś dzwoni. BUM. Po raz kolejny oberwałem w sam nos. Krew się leje. I znów. Tym razem kopniak w żebra. I znów. Kopniak w głowę. Kurwa zaraz stracę przytomność. O kurwa! Co jest?! Coś przeze mnie przechodzi. Jakaś siła… Wypełnia mnie od środka. Vladimir przestał mnie bić. Teraz moja kolej. Wstaję, patrzę na chuja z byka.  „Lepiej zmów paciorek i przygotuj rachunek sumienia” powiedziałem. Vladimir zbladł. Kurwa! co za moc! JEBUT. Vladimir oberwał. I znów, i znów, i znów. Zalał się krwią jak świnia na uboju. I do góry. I szmyrg o ścianę. Teraz za kark i łamiemy. KRACH. Kark połamany… O rzesz w pytę. Zabiłem człowieka. O kurwa! Co się ze mną dzieje. Pierdolę, spierdalam stąd jak najdalej.
Kurwa. Dzisiaj niedziela. Ja niedolę! Zabiłem człowieka! Cóżem ja uczynił? Co ja zrobię? Kurwa! Na pewno już ktoś to zgłosił. Pójdę siedzieć. Kumple się mnie wyrzekną. Gosia mnie zostawi. O kurwa! Moje życie jest skończone. Nie ma co na pewno już wszyscy wiedzą. PUK PUK. O kurwa pewnie policja. Co ja zrobię?... Wiem nie ma mnie uciekłem z miasta. „Gilette otwieraj wiem, że tam jesteś.” O kurwa to Gosia, na pewno chce powiedzieć że ze mną zrywa i że podała mnie na policję. Dobra otworzę.
- Gosia słuchaj nie wiem co powiedzieć ja naprawdę…
- Bądź cicho i słuchaj.
- Co?
- Już dobrze. Za chwilę będzie dobrze.
- Co!? Jakie kurwa dobrze?! Przecież za…
- Cii. Słuchaj, już się tym zajęłam.
- Jak to się zajęłaś?!
- Zrobiłam swoje. Możesz już zapomnieć.
- Ccco?! Jakie kurwa zapomnieć?! O czym ty do cholery mówisz?!
- Spokojnie. Zapomnij o mnie i o wszystkim co było ze mną związane. Wykonałeś swoją robotę. Nie spieszyłeś się za bardzo ale w końcu ci się udało. Pozbyłam się Vernera, moja praca skończona. Jak i twoja. Za około dwa lata spotkasz prawdziwą Gosię Lipkowską. Na mnie pora, mistrz na mnie czeka. Mam nadzieję, że nie będę musiała zbyt często cię ratować.
Hmm co się stało? Jeszcze przed chwilą wydawało mi się, że jestem w kuchni. Dziwne uczucie. Jakieś deja vu. Nie ma co zaraz idę zagrać z kolegami w piłkę, później może pójdę gdzieś na dupy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz