sobota, 14 stycznia 2012

Opowieść o Grzesiu co golił się bez pianki.


I Gilette
Cześć. Jestem Grzesiu ‘Gilette’ Wiczling i golę się bez pianki. Moja przygoda z goleniem zaczęła się trzy lata temu, kiedy byłem w gimnazjum. W pierwszej klasie zaczął pojawiać mi się jak to kumple nazywali „dziewiczy meszek” no i zaczęli mnie gnębić. Rzucali tekstami typu „meszek też się goli”. Moja ksywa pochodzi od maszynki Gilette Fusion którą podpieprzyłem mojemu staremu. Wtedy się zaczęło. Obecnie chodzę do pierwszej klasy zawodówki. Nie no, jakie tam chodzę dopiero jutro jest rozpoczęcie roku. Jakiś czas temu do mieszkania naprzeciwko wprowadził się Krzysiek. Zwą go ‘Blacha’
i zaliczył kibel w piątej klasie podstawówki. Tak czy inaczej jutro jest rozpoczęcie i należałoby się ogolić. Nie goliłem się już od czterech dni i moja twarz jest strasznie zarośnięta. Cholera jasna, przez moją paranoję golę się codziennie. No cóż, jeśli chce się mieć twarz gładką jak przedszkolak trzeba tak robić.
Dziś wielki dzień, rozpoczęcie nowego życia w zawodówce. Morda wygolona jak się patrzy. Lśni jak dziesięciogroszówka. Jak zwykle do golenia użyłem maszynki Gilette Fusion i nie użyłem ani grama pianki. Moja stara gada mi nad uchem że powinienem używać pianki bo będę miał podrażnioną skórę na twarzy, ale ja mam to w dupie i wiem swoje. Wystroiłem się w czarny graniak, czarne pantofle i niebieski krawat w czarne paski. W mojej klasie są sami chłopacy bo jaka dziewczyna zostanie elektrykiem. Tak czy inaczej jest nas trzydziestu trzech. Ja pierdziele ile ludu. Ogólnie dziewczyn to jest zajebiście mało, chyba z pięćdziesiąt, głównie fryzjerki.
O kurwa dziwne uczucie, nikogo tam nie znam. Poszukam ich na naszej klasie może będą. O jest, M A R L E N K A. Mmm fajna dupa, ciekawe czy są jeszcze jakieś. O rzesz w mordę, ona mieszka w pizdu daleko, jak ja tam dojadę? Hmm chyba zaraz pójdę do Blachy, może wyskoczy na jakieś piwo czy coś. No kurwa otwieraj pacanie. Chyba go nie ma. Dobra lecę na chatę grać w Fifę 2010. Szczerze mówiąc jestem dość dobry w Fifę. Z kim by tu zagrać? Barcelona? Nie, Barcelona to cioty. Inter? Nie za słabi. A może Real? Nie sam będę grał Realem. O wiem Liverpool. To będzie mecz. Dobra zaczynam. Kurwa! wjebali mi budę już w trzynastej minucie. Jak oni to zrobili? Kurwa jebany Gerrard, muszę go mieć u siebie. Jeszcze trochę, jeszcze. JEEST strzeliłem. Ohh to było piękne. Buda z przewrotki i to dośrodkowanie. CUDO. Kaka i Ronaldo niszczą. Może jeszcze uda mi się przed końcem połowy. OOO jest szansa. Kaka, Kaka, uda ci się. NIEEE przestrzelił. A było tak blisko. I 45 minuta. Zmiany strategiczne, kto jest zmęczony? O jeszcze dadzą radę. Dobra druga połowa. Liverpool zaczyna. Będzie niebezpiecznie. Gerrard podaje do Torresa. Będzie gol? Jest nie ma gola. Casillas jednak jest bogiem na bramce. Rożny, czy uda się wrogom strzelić gola? Gerrard dośrodkowuje z lewego narożnika. I, i, i? Przestrzelił, zaczynam od bramki. Szybka kontra, czy technicznie? A dowalę im szybką kontrę. Kaka, dasz radę zrobisz to. JEEEST 2:1 w 54 minucie. Teraz będę grał defensywnie. Cholera, ale klepią. Jeszcze mi mendy wbiją gola. Nie no to by był wstyd. Muszę im odebrać tą pierdoloną piłkę. Jest aut dla mnie, moja szansa. Jestem dobry w ofensywie. Zniszczę ich. Ronaldo! Jeszcze trochę. Pole karne, strzał i… GOOOOL!!! 3:1. 93 minuta i jest 3:1 na klasie światowej. Jeszcze zagram kilka meczy i uderzę w kime.
Pierwszy dzień z nową klasą i nowymi ludźmi. Pierwsza przerwa i wszyscy którzy jarają idą właśnie na szluga. Wyciągam sobie z paczki moje L&M niebieskie, zapalniczkę i odpalam. Mmm to rozluźnienie po zaciągu dymem tytoniowym. Co jest? Wszyscy się zabrali obok jakiegoś typka. O KURWA! Ten gość jara Mocne bez filtra! I jeszcze jak się zaciąga. O KUURWA!? On jest w mojej klasie. Kto to jest? Aaa to jest Janek, ale mówią na niego ‘Mocny’. Dobra wyrzucam szluga i idę do budy. Hm  M A R L E N K A ma lekcje zaraz obok nas. Zagadać, czy nie zagadać? Co mi tam zagadam, ale to dopiero po lekcji. Teraz tylko do dzwonka. Jest, dzwonek i koniec lekcji rozpoczynającej z polskiego. O
M A R L E N K A jest niedaleko. Kurwa Marlena jest już zajęta, szkoda. Co mi tam, znajdę sobie inną. Okazało się że Mocny mieszka niedaleko mnie, kilka bloków dalej i się kumpluje z Blachą.
Dobra w końcu w domu. Na obiad stara ugotowała rosół. Mmm jaki pyszny, uwielbiam rosół. O Blacha właśnie przyszedł. Mówi żebym poszedł na mecz. Iść czy nie iść? Dobra idę. Ogólnie to robimy sobie drużyny osiedlowe i Blacha chce do jednej z nich dołączyć. Pewnie będzie z nami, tylko trzeba to obgadać z Wikingiem. O na boisku jest Mocny, zobaczymy na co go stać. O z Wikingiem przyszedł jeszcze niejaki Wąski chociaż nie widać tego po nim bo jest ogromny. Jest nas dziesięciu dzielimy się po pięciu. W jednej drużynie jestem ja, Wiking, Blacha, Mocny i Wąski. Dobra zaczynamy, Blacha poszedł na bramkę, Wąski został na obronie ze mną, a Mocny i Wiking poszli na atak. Gramy dwie połowy po 20 minut. Dobra zaczynamy. Jest akcja, o w mordę ale ten Mocny jest mocny. Biega cały czas na fula i się nie męczy, a Wiking wiadomo, wielki jak byk osiemnastolatek niszczy wszystkich z bara, a ten Wąski jak ściana stoi. Może nie jest za szybki ale jak się rozpędzi to trudno go zatrzymać. O… i jeszcze strzela gole. Mamy przesrane, psychol Pręt się wkurwił że taki kloc jak Wąski wpierdolił mu budę. Zaczyna swoją świńską szarżę i strzela z połowy. O KURWA W MORDĘ JEŻA JEBANA!!! Blacha obronił potężny strzał w samo okno. Już ma załatwione miejsce w drużynie. Koniec pierwszej połowy. Wszyscy wyjmują szlugi z kieszeni. Mocny jak zwykle swoje Mocne bez filtra, Blacha Westy Ice, Wiking Viceroye czerwone, Wąski Marlboro czerwone i ja L&M niebieskie. Każdy spalił, Blacha ma załatwione miejsce w ekipie, a Wąski wprowadził się niedaleko. Prowadzimy 1:0 i mam nadzieję że będzie więcej. Wkurwiony Pręt zaczął nieczysto od faulu na mnie, spoko, ok niech mu będzie, przynajmniej mamy piłkę. Zaczyna Wąski od podania do mnie, ja podaję Wikingowi, a ten do Mocnego. Mocny dorwał piłkę i zaczął ją czarować. Jak się teraz Pręt wkurwił. Czerwony jak samo piekło się zrobił i pierdolnął Mocnego z buta w nogi. Zaczęło się. Wiking tego nie przepuści żeby ktoś bił jego kumpli z ekipy. Za Prętem wyskoczyli jego kumple i zaczęła jatka. Mocny zaraz wyskoczył i pierdolnął Pręta w ryj. Już po meczu, teraz to jest bitwa. Z Prętem byli: Kazi, Jerzy, York i Chwast. Na Mocnego już czaił się Jerzy, ale Wiking go zatrzymał potężnym ciosem w brzuch, ale zaraz Wikingowi przywalił Kazi. Ja od razu wyskoczyłem do Chwasta, Blacha do Yorka, a Wąski do Kaziego. Poszło kilka butów. Mocny zajmował się Prętem, a Wiking Jerzym. Po jakiś pięciu minutach Pręt, Kazi, Jerzy, York i Chwast leżeli zakrwawieni na ziemi. Od nas najbardziej oberwał Wąski, bo chujowo wyskoczył do wyższego o 35 cm Kaziego. Ale że jest mocno zbudowany i silny jak byk powalił chuja na ziemię i usiadł na nim. A że waży 102 kg to Kazi nie miał jak wstać. Stwierdziliśmy z chłopakami, że wypada pójść na jakiegoś browara czy coś. Ale wiadomo skończyło się na 0,7 Sobieskiego. Zrobiliśmy zrzute na wódę i zapoję. Poszliśmy do mieszkania Wikinga bo mieszka ze swoim starszym bratem Szwedem. O KURWA, jebany Blacha łoi wódę bez zapoi. Co za typ o w mordę. Przecież to pali gardło jak kwas. Wóda skończyła się szybko więc poszliśmy do domów. Kurwa co ja zrobiłem? Przecież jutro szkoła.
II Gosia


To już drugi tydzień szkoły, codziennie gramy w takim składzie, a ja muszę się znów ogolić. Tak jest moja mała maszynka Gilette. Twarz znów gładziutka jak pupka niemowlaka oh, pięknie. Można iść do szkoły jak się patrzy. Szlugi w kieszeń, ogień w kieszeń i komóra w kieszeń. Dzisiaj po szkole mamy grać pierwszy mecz osiedlowej ligi. Nasza drużyna nazywa się (Nie)Zwyczajni. Takie tam pomysł Wąskiego, który jest menadżerem, prezesem i szefem klubu. Przynajmniej tak się przedstawia. Gościu ma łeb jak sklep, chodzi na Topolówkę i jest kurwa geniuszem. Jego bracki Jaro już od roku jest z moją siostrą Pati. Ogólnie dzisiaj Pręt znów chciał wpierdolić Mocnemu, ale się speszył jak zobaczył jak ja, Mocny i taki jeden Karol stanęli naprzeciwko niego. Powiedział „Zobaczymy się później. Ty i ja.”. Dobra spoko Mocny sobie nic z tego nie zrobił. Po prostu odpalił swojego Mocnego bez filtra i wziął potężnego bucha. Poszliśmy do szkoły a tam ona… Marlena w sensie że. I ten jej pierdolony koleżka Jerzy. Zdechnąć powinien kutas jak się patrzy. Dobra koniec szkoły można iść do chaty. W domu jak zwykle matka upichciła rosół… o w mordę jak ja uwielbiam rosół. Dobra obiad zjedzony należałoby iść na mecz. Doszliśmy na boisko i wtedy zobaczyłem ją… kuzynkę Wąskiego, jeszcze nie wiem jak się nazywa, ale zagadam jak w mordę strzelił. Sędzia jest, przeciwnicy są. Ok dwie połowy po 20 minut. Gramy, piłka poszła. Wiking i Mocny wybiegli od razu na bramkę, bo mieliśmy to szczęście, że zaczynaliśmy. Cholera, obronili i dają kontrę. Mają dobrą grę techniczną i cisną nas jak dzieci, ale. Ale jest jeszcze Wąski który stratował napastnika przeciwnika odebrał mu piłkę i teraz szarżuje na bramkę przeciwnika. O jebany, znów strzelił pierwszy bramkę. Teraz zwycięstwo mamy w kieszeni. Zanim skończyła się połowa jeszcze Mocny strzelił gola. Oczywiście w przerwie każdy zjarał swojego szluga i możemy grać dalej. Teraz będzie dobra rzecz. Wąski znów dorwał piłkę i ruszył na przeciwnika. Ten koleś jest nie do zatrzymania. Tamte typki od niego uciekają jak od gówna na patyku. No i jest trzeci gol. Dobry początek, będziemy pierwsi w grupie. Koniec meczu, fantastyczny wynik 3:0, piątek… idziemy to oblać. Jak zwykle kupiliśmy 0,7 dla Blachy, Mocnego i Wikinga, a ja i Wąski pijemy czerwone Warki. Faza w chuj i jeszcze Szwed przyniósł kolejne 0,5. Nawaliliśmy się jak Messerschmitty i za chuja nie wiem jak trafiłem do domu.
Sobota zaczęła się od wielkiego bólu głowy. Kurwa mać, gdzie jest apap? Dobra apap łyknięty, można zacząć się golić. Ledwo zdążyłem zjeść śniadanie, a Blacha już dzwoni do drzwi. O co mu kurwa chodzi. O… ja… pier… do… le… Tttttto jest ona… kuzynka Wąskiego. Kurwa jak ja wyglądam, muszę się ogarnąć. Dobra powiem Blasze, Wąskiemu i tej pięknej damie żeby poczekali na mnie dziesięć minut. Ubrałem się jak należy, włosy jebłem na żel, mogę iść. O, zapomniałbym o szlugach. Dobra teraz mogę iść. Przed blokiem już na mnie czekali Blacha, Wąski, Mocny i kuzynka Wąskiego. Poszliśmy na boisko gdzie na Mocnego czekał Pręt z kumplami. Ten psychol od razu wyskoczył na Mocnego, ale zdążył zatrzymać go Wiking. Wiking zaczął gadać z Prętem i uzgodnili że Mocny z Prętem będą się bić 1 na 1. Wszyscy ustawili się w koło i odliczanie. 3… 2… 1… I wyskoczyli, Pręt zaraz na początku poczęstował Mocnego potężnym ciosem w twarz, ale nie czekał długo na ripostę. Mocny z wielkim grymasie twarzy z bólu, uderzył chuja w brzuch i dobił lewą nogą. Pręt się obalił, ale od razu wstał i szykował się do kolejnego strzała. Nie trafił, Mocny wykonał unik i pierdolnął Pręta w żebra i jeszcze z buta w udo i jeszcze z kolanka w ryj i jeszcze z łokcia w potylicę i kończący lewy sierpowy. Pręt walnął na ziemię i zalał się krwią. Leżał tak dwie minuty ciężko oddychając a Mocny ani myślał bić leżącego. Pręt wstał i zaraz oberwał z pantery w klatę. Padł na swoich koleżków i wyjąkał „Zajebać ich”. Kurwa teraz to mamy przejebane. Ich jest z dwudziestu, a nas jest pięciu plus dziewczyna.
- Łap. – powiedział do mnie Wiking – dzwoń do Szweda i powiedz „Nadchodzi zima”
- Co?
- Dzwoń nie pierdol.
- Ok.
- Pilnuj Gosię, ja mam rachunki do spłacenia – dodał Wąski
- Nie ma mowy. Idę z wami.
- Nie kurwa, zostajesz tu i Gosi nie ma spaść włos z głowy.
- Ok.
Dobra wybrałem już numer Szweda no i mówię „Nadchodzi zima”. A on od razu mówi, „Wytrzymajcie zaraz będę”.
- Cześć. – Odezwałem się do Gosi.
- Cześć.
- Mieszkasz gdzieś tutaj?
- Tak, niedaleko Tomka.
- Aha, a do jakiej szkoły chodzisz?
- Jeszcze do gimnazjum i jestem w klasie z Blachą.
- Czemu wcześniej cię nie widziałem?
- A, bo wprowadziłam się tu dopiero w wakacje.
- Hmm. A jak ci się podobał nasz wczorajszy mecz?
- Nawet, nawet. – a mówiąc to uśmiechnęła się zalotnie
I w tej właśnie chwili przyjechał Szwed na swoim wielkim chopperze. Dobra spoko, ale co zrobi sam Szwed? O RZESZ W KURWE JEBANY. Ten typ trzyma w pace wielki topór, wielki młot i pierdolony miecz. Zdjął kask i z drugiego kufra wyjął pierdolony hełm. A kiedy się bliżej przyjrzałem zobaczyłem pierdoloną zbroję. KURWA co to jest? I jeszcze na dokładkę z boku swojego potwora wziął wielką, pierdoloną tarczę. Dobra spoko, postraszy ich tym żelastwem i spierdolą i tu naglę się mnie pyta. „Topór, czy młot?” A ja na to „No topór” i podał mi z paki wielki topór, a sam wziął miecz i młot. „Chodź” powiedział „Zabawimy się”. No okej. Mam topór, wzbudzam strach. Szwed podszedł do Wikinga i podał mu miecz.
- I co kurwa? – odezwał się Szwed – Wypierdalać na bagno z którego się wylęgliście.
- Co jest kurwa? – spytał się jeden z tamtych – Sam wypierdalaj z tymi twoimi plastikowymi zabawkami.
- Jesteś pewny, że one są plastikowe?
- No kurwa, dawaj, nie boję się.
I teraz ten koleś przegiął. Szwed wyskoczył i wypierdolił mu z tarczy. Zaraz za nim Wiking przystawił mu miecz do szyi.
- Słyszeliście? Wypierdalać.
I zaczęli uciekać jak małe dzieci. Szwed i Wiking załadowali swoje zabawki do choppera i gdzieś pojechali. Ja z resztą paczki postanowiliśmy zjarać sobie szluga. Dobra każdy sobie jara i każdy coś gada na temat jak to się bił. No prawie każdy, ja nic nie mówiłem i Wąski też się nie odzywał, a Gosia przysłuchiwała się wszystkiemu z boku. No i poszliśmy sobie na miasto. Może na starówkę, może do galerii? Nie wiem, ale sobie idziemy. Mocny wpadł na pomysł żeby pójść na kebaba, albo coś w tym stylu. Ogólnie coś zjeść. No to ziomek mi smaka narobił. Mmm pizza z szynką i pieczarkami, to by było coś. Może jeszcze coś Gosi postawię. O bardzo dobry pomysł. Dobra wszyscy się rozchodzą, za 10 minut tutaj. Okej tylko do domu po mamonę i będzie elegancko. Trzy, czy cztery dychy? Cholera! Dobra wezmę cztery. Ciekawe co Gosia lubi, może też lubi pizzę z pieczarkami i szynką? Było by zajebiście. Ja i Gosia jedzący jedną pizzę. O w mordę już to widzę. Dobra trza się spieszyć. Okej wszystko jest można iść. Siema, siema, gdzie idziemy. Ustalone idziemy do pizzerii „Mediolan”. Jest, na szczęście mają tutaj salę dla palących, więc nie ma problemu. Zapytać, nie zapytać? Oto jest pytanie. Dobra spytam się. A jak ona nie lubi pizzy? Raz kozie śmierć. TAK!! O kurwa, nie dość, że tak jak ja lubi pizzę z pieczarkami i szynką to jeszcze zapomniała pieniędzy. Mój szczęśliwy dzień. Chłopacy poszli do jednego stolika, a Gosia powiedziała żebyśmy poszli do innego. Naprawdę mój szczęśliwy dzień. Gosia jeszcze poprosiła o czarne Frugo i już mogliśmy iść do stolika. Poziom mojego podniecenia wzrastał z każdą sekundą. Czemu niby taka świetna dziewczyna chciała by jeść pizzę z takim typem jak ja. Zbyt urodziwy nie jestem, zbyt inteligentny też. Może i jestem wysoki bo mam 198 cm, ale muskulatury prawie żadnej. Ja pierdolę co ja mam mówić? Moje ostatnie doświadczenie nie było zbyt przyjemne. Jakieś cztery miesiące rzuciła mnie dziewczyna po trzech latach bycia ze sobą. Ale gorsze było to że już od pół roku kręciła z jakimś złamasem z Wrzeszcza. I jeszcze problem w tym że praktycznie to ona mnie poderwała, a miała raczej słabą reputację. Ale widać było że nie jestem jakimś tam palantem na tydzień, bo łasiła się do mnie przez kilka tygodni, a później kumpel mi podpowiedział żebym się jej spytał czy chce ze mną chodzić, a ona się zgodziła. Tak czy inaczej to jest moja szansa na wykazanie się. Matko Boska, ale ona jest piękna. Oh! Te jej kasztanowe oczy i jasnobrązowe włosy z jeszcze jaśniejszymi pasemkami. Jej cera jest tak czysta i nieskazitelna, że chyba w ogóle nie używa pudru. I te jej soczyste usta. Wszystko co robi, robi to pięknie. Kroczy dostojnie i z gracją. Nawet jak siada robi to pięknie. Teraz się tylko nie zbłaźnić. Spokój. Spokój i opanowanie. Okej zabierzmy się za pizze. O Boże, ona nawet jak pizzę kroi, to robi to pięknie. Jak ona pięknie je tą pizzę. Ona cała jest piękna. UUU. Uśmiechnęła się do mnie. Spokojnie! Rozpoczyna rozmowę. Ona rozpoczyna rozmowę. No bez jaj. Przecież to ja powinienem zacząć. Spokój! Kurwa Gilette spokój! Opanuj się! Powiedz coś! KURWA! Otwórz swoją pierdoloną gębę i powiedz coś! Okej dałem radę. Przełamałem się. Hmm, nie jest tak źle jak myślałem. Mogę z nią porozmawiać o filmach, o muzyce, o innych rzeczach jeszcze nie wiem. Dobra czas na szluga. Ciekawe czy pali? Jeszcze nie widziałem jej palącej. „Palisz?” „Nie, ale nie przeszkadza mi palenie.” Mam dobrą motywację żeby rzucić palenie. Ona. Jestem pewien, że dla niej zrobiłbym wszystko. Wszystko, kompletnie wszystko. Dobra wszyscy skończyli możemy iść dalej, ale gdzie. Tak jest na tramwaj i do Galerii. Pokażę się Gosi z dobrej strony i kupię bilet. Hmm wszyscy tak zrobili, a zawsze robili inaczej. Chłopaki poszli przodem, a ja idę sobie z Gosią i prowadzę z nią niekończącą się rozmowę. Jest cudownie. Tramwaj za dwie minuty. Kurwa, ale zawalony. O jest jedno miejsce wolne. Od razu podbiegłem i wpuściłem Gosię na to miejsce. Była zdecydowanie zadowolona, bo uśmiechnęła się znacząco do mnie. W tramwaju kontynuowaliśmy naszą rozmowę. Dowiedziałem się wielu ciekawych rzeczy o niej. Ale to jest nieważne. Ważna jest ona i to, że jestem tak blisko niej. Jeszcze czegoś takiego nie czułem. To… to jest piękne uczucie. Piękna głębia jej pięknych piwnych oczu przyciąga mnie do niej. Nie mogę odwrócić od niej wzroku jak gdybym był zahipnotyzowany. Jej urok jest potężny. Dobra już jest nasza stacja. Wysiadamy. Oczywiście Gosię puściłem przodem nie spuszczając z oczu jej pięknych rozpuszczonych włosów. Dziwne uczucie. Zazwyczaj, gdy szedłem za dziewczyną to patrzyłem się jej na tyłek, a jak z nią rozmawiałem to patrzyłem się jej w dekolt. Ale z Gosią tak nie jest. Oczywiście nie oznacza to że ma brzydkie ciało. Jest dość wysoka. Myślę że może mieć 188 cm, bo jest lekko wyższa od Mocnego, ale niższa od Blachy. Zawartość jej dekoltu też jest w dobrym stanie. Jak na moje oko to ma coś około rozmiaru C. A jeśli chodzi o tyłek… najcudowniejszy tyłek jaki w życiu widziałem. Idealny cała jej figura jest niezwykle kobieca. I te jej długie, piękne smukłe nogi. Jednak wszystkie cielesne atuty Gosi są niczym przy głębi jej pięknych jak kasztanowy ocean oczu. Dziewczyna cud. Gdy już wyszedłem z tramwaju dalej patrząc się na jej włosy ona odwróciła się i powiedziała, że Mocny, Blacha i Wąski w ogóle nie weszli do tramwaju. O kurwa! Ale szok. Byłem tak w nią zapatrzony, że w ogóle nie zauważyłem, że oni nie weszli. Powiedziała też, że podczas gdy z nią rozmawiałem dostałem sms. No kurwa, tego też nie zauważyłem. Spojrzałem na telefon i widzę sms od Wąskiego. „Zostawimy was samych :P mam nadzieje ze sobie poradzisz z moja kuzynka ;p”. A kiedy ja z niedowierzaniem gapiłem się w telefon, Gosia się mnie spytała czy już idę. A ja na to, że oczywiście. Weszliśmy do galerii. Połaziliśmy trochę, do czasu gdy doszliśmy do Empika. Gdy spojrzałem na wystawę, myślałem że się zasram ze szczęścia. Wystawa była wypełniona kurwa mać cudami technologii komputerowej. Popatrzałem się dłuższą chwilę na tą wystawę cudów i stwierdziłem, że spędziliśmy tam dwie godziny. Gosia powiedziała, że moje zafascynowanie komputerami jest takie wielkie że nie chciała mi przeszkadzać ale teraz  chętnie by się przeszła ze mną po starym mieście. Ja bez większych protestów się zgodziłem i poszedłem do kiosku kupić bilet. Tramwaj za trzydzieści sekund. O już jest, ale znów cholernie zatłoczony. Tym razem nie mieliśmy tyle szczęścia, ale zbliża się następna stacja. O zwolniło się miejsce. Gosia wygodnie sobie usiadła. A ja chwyciłem się barierki i kontynuowałem rozmowę. Za chwilę przystanek. Masa ludzi tutaj wysiada. Gosia poprosiła mnie żebym ją oprowadził po starówce, bo jeszcze nigdy tu nie była. No tak w końcu przeprowadziła się tu z Olsztyna. W jej pięknych piwnych oczach widać zachwyt, każdy cal starówki sprawia jej przyjemność. Właśnie dochodzimy do fontanny Neptuna. O chce żebym zrobił jej zdjęcie. Ustawiła się przy fontannie i uśmiechnęła się. Ależ ona piękna. Każda sekunda, gdy mogę na nią popatrzeć jest godziną przyjemności. Pstryk. Zdjęcie do albumu rodzinnego gotowe. Postanowiłem, że zaprowadzę ją nad Motławę. Jak pomyślałem tak zrobiłem. Poszliśmy w stronę Zielonej Bramy. W jej oczach widziałem blask ekscytacji jak u małego dziecka które odkrywa świat. I idziemy przez bramę. Ludzi dużo jak na tą godz… O RZESZ TY! Moja prawa ręka bezwładnie jak gdyby złapała jej rękę. Ale ona ma ciepłe dłonie. Ten dotyk na długo zostanie w mojej pamięci. Takiego czegoś się nie zapomina. To było jak… jak dotyk przeznaczenia czuję to. Coś z tego będzie. Zakochałem się w tym dotyku. To było… było piękne. Chciał bym jeszcze raz, ale znamy się dopiero od wczoraj. Chyba jej się spodobało. Chwyciła moją prawą dłoń w swoją lewą i nie puszcza. Uśmiecha się do mnie, chyba jej się podoba. „Ależ to miasto jest piękne.” Powiedziała. „Prawie tak samo piękne jak Ty.” Wymsknęło mi się. KURWA! Co to było? Cholera. Ale… co jest uśmiecha się… dziękuje i… i mówi że bardzo jej miło i już od dawna nikt jej nie komplementował. Poszliśmy dalej. Może zatrzymamy się pod Żurawiem? No dobra, zatrzymamy się i opowiem jej kilka historii o Gdańsku. „No ten Żuraw…” O cholera. O… o… ona mnie całuje. Mmm jak przyjemnie, jak cudownie. Mógł bym o tym całą książkę napisać. To nie jest takie doznanie jak podczas całowania z moją byłą. Jest o niebo lepiej. Ona jest aniołem zesłanym mi przez Boga. Ale jej usta są miękkie. Mmm cudowne są te jej słodkie usteczka. Takie… soczyste i piękne i… doskonałe. Teraz już wiem, że zakochałem się w dotyku ciepła jej ciepłego ciała. To było mi przeznaczone, na pewno. Przeznaczenie, dotyk przeznaczenia. Coś dobrego… COŚ DOBREGO. W końcu coś dobrego. Czuję, że to jest ta chwila na którą czekałem od dawna. Niech ta chwila trwa wieczność. Albo nie, jeszcze dłużej. Mógłbym tak stać tutaj aż do rana. Hmm przestała o co chodzi? „Swoją historię o Żurawiu możesz dokończyć kiedy indziej.” Powiedziała, uśmiechnęła się, jeszcze raz pocałowała i wsunęła mi coś w kieszeń. „Pamiętaj przeszukać kieszenie jak wrócisz z domu, ale teraz powinniśmy już wracać.” Odprowadziłem ją do domu, pocałowałem i poszedłem do siebie. Ciekawe co włożyła mi do kieszeni. Oł jakaś karteczka. Ciekawe co na niej jest napisane. Jakiś numer i coś pod spodem „Zadzwoń do mnie około 21. Czekam. Gosia :*”. Już 20:54, chyba powinienem zadzwonić. Okej dzwonię. Dobra odebrała. O Jezus, ale ona ma cudowny głos. To jest coś. Tak to jest coś, przynajmniej tak myślę. To jest… to… jest zakochanie. Naprawdę, zakochałem się w tej dziewczynie i ona chyba też w mnie się zakochała. Teraz muszę czekać do rana. To jest zdecydowanie najlepszy dzień w moim życiu.
I niedziela. Hmm, napisać do Gosi, czy nie napisać? Co mi tam, napiszę. Chyba na to czekała, bo odpisała natychmiast. Czuję, że czeka mnie zajebisty dzień. Jestem cholernie dobrze wyspany, zaraz pójdę się ogolić świeżutką maszynką Gilette Fusion. Kilka kanapeczek na dobry początek dnia. Mmm kanapki z szynką… to jest to. Jeszcze tylko łyknąć coś dobrego i można iść do Blachy. Puk, puk. O kurwa… co się z nim stało? Morda skwaszona jak gówno. Mówi, że kumple Pręta dopadli ich kiedy ja byłem z Gosią w Galerii. Kurwa tak nie może być. My tu rządzimy, to nasz teren. Żaden jebany Pręt mi kumpli bić nie będzie. Chuj tam poczekam aż Blacha się ubierze i pójdziemy do chłopaków. A co jak kumple Pręta będą chcieli się dobrać do Gosi? Kurwa zajebię chuja jak dziką kunę w krzakach malin. O Blacha się ubrał, możemy iść. O 10 na boisku napisał Wąski. Okej, Gosia mówiła że też przyjdzie. Hmm ciekawe co chłopaki powiedzą jak nas zobaczą? To będzie świetne. Zanim doszliśmy do boiska, zjaraliśmy sobie po szlugu. Każdy swojego ja L&M niebieskie, a Blacha Westy Ice. Dzwinie to wygląda. Dwóch chłopaków i jedna dziewczyna która jest wśród nich najwyższa. Gosia… mmm… czyż ona nie jest najcudowniejszą istotą na Ziemi? Dobra wszyscy się witają. Siema, siema. Jak tam? Co tam? Tylko ja od razu podszedłem do Gosi. Mmm cudownie. Ona rzuciła mi się prosto w ramiona. Obróciłem się z nią trzy razy. Czułem jej oddech na policzku, czułem ciepło jej ciała na swoim, czułem jej wzrok… głębię morską jej kasztanowych oczu. Poczułem jej jasnobrązowe włosy, a na koniec poczułem jak jej usta zagłębiają się w otchłani moich ust. Świat przestał, istnieć byliśmy tylko ja i Gosia… najpiękniejsza dziewczyna jaką widział świat. Gosia splątała nogi na moim pasie i przytuliła się mocno do mnie. Staliśmy tak złączeni przez chyba pięć minut, a chłopaki wywalili gały i gapili się jak pojebane. Kiedy Gosia już ze mnie zeszła, stanęła naprzeciwko mnie i patrzyliśmy sobie głęboko w oczy. Ona splotła mi ręce na karku, a ja położyłem ręce na jej biodrach i zacząłem masować jej talię. Ależ ona jest przyjemna w dotyku. Przyciągnąłem ją do siebie. Moje ręce trafiły w jej aksamitne włosy. Mmm, jakież one są cudowne. Ona wtuliła się w moją pierś, a ja położyłem swoją głowę na jej głowie i wczułem się w zapach jej włosów. Moje ręce znów trafiły na biodra, jeszcze chwilę ją pomasowałem, i pocałowaliśmy się. Każdy pocałunek z Gosią jest jak… nie da się tego opisać żadnym ludzkim językiem. Ale za każdym razem jest tak samo jak za pierwszym. Gosia odsunęła swoją twarz od mojej, pogłaskała po policzku ruchem palca wskazała żebym się zbliżył do niej. Wyszeptała mi do ucha „Kocham Cię.” Wyszeptałem jej do ucha te same słowa, a potem pocałowaliśmy się jeszcze raz. W końcu się odwróciliśmy do reszty. Mocny, Blacha i Wąski ze znudzeniem jarali szlugi oparci słupki. „Ile można gołąbeczki?” Odezwał się Mocny. Ja na to, że z Gosią mógł bym cały dzień, ale z kumpli nie zrezygnuję. Wszyscy zgodnie stwierdziliśmy, że grzecznie poczekamy na Wikinga który ma się zjawić za kilka minut. Wąski mi powiedział, że Pręt szykuje zemstę na nas, zwłaszcza na Mocnym. Dla tego musimy czekać na Wikinga. Kurwa Wiking się spóźnia, o co kurwa chodzi? O KURWA JEBANA W MORDĘ JEŻA W DUPĘ PIERDOLONEGO MAĆ!!!!! Zakrwawiony Wiking, kuśtyka w stronę swojego bloku. Wyciągnął rękę i pokazał jakby jakiś znak. Chyba do nas, albo… o rzesz w pytę. On ten znak posłał do Szweda, który właśnie podjeżdża do Wikinga na chopperze. Gosia chwyciła mnie za rękę, podciągnęła się do mnie, spojrzała prosto w oczy i powiedziała. „Nie rób żadnych głupstw, proszę.” Przyciągnąłem ją bliżej do siebie, chwyciłem za talię i odpowiedziałem „O mnie się nie martw, martw się lepiej o tych którzy zbili Wąskiego, Mocnego, Blachę i Wikinga. Kocham Cię, dam sobie radę”, pocałowałem ją jeszcze i powiedziałem chłopakom, że Prętowi i jego pizdusiom to nie może ujść na sucho. Zaczęliśmy dzwonić po kumpli z dzielni, każdy do swoich, ale wszyscy są po jednej stronie. Przeciwko Prętowi i jego bandzie. Po dziesięciu minutach zjawiło się dziewięciu chłopa i postanowiliśmy się przejść po pręta. Od Wikinga dostałem numer do Szweda, powiedział mi, wystarczy powiedzieć dwa słowa „Nadchodzi zima” a Szwed pojawi się w krótkim czasie. Nie ma co idziemy. Gosia chwyciła mnie za rękę i wtuliła się do mnie. Mocny za ucho włożył szluga. Wąski nasunął araszmatkę na nos. Blacha pociągnął łyka ze swojej piersiówki. Kurwa… jebany nosi wódę przy sobie. Właśnie dochodzimy do bloku Wikinga gdy w oddali ujrzeliśmy jak cipki Pręta kopią jednego z naszych. Kurwa przegięcie. Postanowiliśmy, że się rozdzielimy. Ja z Gosią i Blachą poszliśmy w jedną stronę. Wąski z Mocnym poszli  w inną. A cała reszta poszła prosto. Kazi, największa cipa Pręta, dosłownie i w przenośni. Kutas ma 213 cm i gra w kosza. Ale też jest najlepszym kumplem Pręta. Stoi i wyje do reszty cipek. Zaczynają się ustawiać, ruszają w stronę naszych. Jest ich chyba z piętnastu. Kurwa o dwóch więcej niż nas. Nieważne, damy radę. To będzie prawie że 1 na 1. Mocny jest mocny w napierdalaniu 1 na 1. Każdy kto do niego podejdzie ma przesrane. Już niewiele zostało do starcia, jakieś dziesięć metrów. Kurwa, jebane cipki stanęły i się gapią na nas. To znaczy na naszych, bo o nas nie wiedzą. Kazi z Bearem zaczynają się wyzywać. Pałki i noże pójdą w ruch. Ruszyli. Mocny daje znak że wychodzą z Wąskim. Obydwoje odpalili szluga i rzucili zapałkę w górę. Gosia podeszła do mnie. Przyciągnąłem ją do siebie, pocałowałem i powiedziałem że wrócę. Blacha też szykuje się do odpalenia szluga. Wyjąłem swojego, odpaliłem, zapałkę rzuciłem w górę i ruszyłem. Zaczęła się rzeź. Krew leciała we wszystkie strony. Bear już leżał na ziemi, ale Kazi był w jeszcze gorszym stanie. Mocny dorwał jakąś cipkę i zaczął ją ładować po mordzie, po brzuchu… po wszystkim. Ja też się zabrałem za jakąś małą cipkę i wypierdoliłem jej z kolanka. Krew poleciała. Tak samo zęby. To była naprawdę mała cipka, maksymalne 165 cm wzrostu. Ale co mi tam. Należy się suce. Dobra, mała cipka leży, ale Blacha ma lekko przejebane. Nie i chuj. Ne ma tak. Cipka która lała blachę oberwała z pięści w twarz. Kurwa… ale ta cipka jest mocna. Dobra Balcha dajemy na trzy. Tak jest, niezgaszone szlugi wylądowały na rękach tej cipki. Padła na ziemię i zaczęła skomleć. Należało się. Blacha podszedł do następnej, a ja już sobie wypa… KURWA jakaś tempa cipa podeszła do Gosi i trzyma ją za ręce. KURWA nie ma tak, skurwiel już nie żyje. Jeszcze takiej prędkości nie osiągnąłem. To gówno zaczęło ją szarpać, a ona zaczęła krzyczeć. KURWA… i fiut oberwał, w sam ryj. Obrócił się. Wyjąłem telefon i wybrałem numer Szweda. „Gosia dzwoń i powiedz Nadchodzi zima”, a ja zająłem się tym pedaluchem. Jest niższy ode mnie, ale zdecydowanie szerszy. Muszę polegać na szybkości i adrenalinie. BUM. Oberwał prostego w nos. JEBS. Oberwał z kolana w żebra. PIZD. Oberwałem ja w udo. Kurwa, ale boli. „Gosia schowaj się gdzieś” krzyknąłem. JEBUT. Posłałem kolejne uderzenie na jego twarz. Padł. Kopnąłem go kilka razy i pobiegłem do Gosi. „Nic ci nie jest?” spytałem, a ona na to „Bałam się.”, „Kocham Cię. Pamiętaj, przy mnie nie musisz się niczego bać. Zrozumiałaś?” „Zrozumiałam. Też Cię kocham”. Nasze usta się zetknęły w namiętnym pocałunku. Ależ to uczucie. Gosia naprawdę musiała się strasznie bać. Jej szczęka trzęsie się niemiłosiernie. ŁUP. Oberwałem czymś w plecy. Ktoś mnie pociągnął za bluzę i pierdolnął w twarz. „Uciekaj” krzyknąłem i oberwałem po twarzy. Jeszcze raz mnie kopnął i powiedział „Teraz zajmę się twoją dziwką”. Kurwa mać przegiął, ale nie mogę się ruszać. KURWA. Gilette wstawaj, Zrób coś. I zrobiłem. „Stój kurwa”. Pedaluch się odwrócił, a ja z prędkością błyskawicy pierdolnąłem go w ryj metalową rurą. Poleciała krew i kilka zębów. I znów. I padł. Pierdolnąłem go jeszcze z buta, wywaliłem rurę i pobiegłem do Gosi. WWWWRRRRR. Na to czekałem. Dźwięk choppera Szweda można wszędzie rozpoznać. Ale teraz jestem zajęty czym innym. Gosia na pewno jest w wielkim szoku. Wyszedłem z wąskiej alejki między blokami i zobaczyłem płaczącą Gosię. Ona się odwróciła i od razu do mnie przybiegła. Z daleka jeszcze Wiking sobie idzie. Pokazałem mu żeby tu przyszedł. „Jesteś już bezpieczna” powiedziałem i po chwili zemdlałem ze zmęczenia.
III Rekonwalescencja


Gdzie ja jestem? Kurwa… co jest? O co chodzi? „Spokojnie Grzesiu” powiedział jakiś głos. Cholera, czyżby to była… to… moja matka. Co ona tu robi? „Przyszli do ciebie koledzy”. Potem wyszła. Co jest? Czy to szpital?... Tak, to szpital. Na łóżkach siedzą Mocny, Wąski, Blacha, Wiking, Szwed i Bear. Ale najważniejsze jest to, że na moim łóżku siedziała Gosia która trzymała moją rękę w swoich dłoniach.
- Kawał z ciebie skurwysyna. - powiedział Szwed.
- Gosia nam wszystko opowiedziała. - dodał Wiking.
- Szkoda, że nie wytrzymałem tak długo jak ty. - wtrącił Bear.
- O so chosi? – udało mi się coś wydusić
- Jak to o co? Ropierdoliłeś w pojedynkę samego Vladimira. – odpowiedział Szwed
- Kogo?
- Ojciec Pręta. Kawał skurwysyna.
- Wygraliśmy?
- Gdyby nie ty, to byście przegrali.
- Jak to gdyby nie ja?
- Kazałeś Gosi zadzwonić pamiętasz?
- Tak, i co z tego?
- Jak przyjechałem, na nogach stał jeszcze tylko Wąski i Blacha.
- A co z Mocnym?
- Skopali go jak dziecko. Sorry Mocny, że tak to ująłem, ale tak było.
- O kurwa.
- Aha i jeszcze ta twoja solówa z Vladimirem… kurwa masterpiece.
- Jak to?
- Ten typ potrafiłby napierdolić Mocnemu, Blasze, Wąskiemu i tobie na raz, a ty go rozjebałeś w pojedynkę.
- O kurwa.
- Na dzielni mówią o tej solówie. Kurwa, wzbudzasz strach wśród ludzi.
- O kurwa.
- Ja tu mówię o tobie. Ktoś mówił, że boi się podejść do Gosi, kiedy ty jesteś w pobliżu.
- O ja pierdolę. Co ja takiego zrobiłem że się mnie tak boją?
- Jak to kurwa? ROZJEBAŁEŚ VLADIMIRA!!!
- Dobra koledzy, tak właściwie to ile już tu jestem?
- Tydzień.
- Tydzień?!
- Tak tydzień.
- Chciał bym pobyć trochę z Gosią.
- Ok.
- Na osobności.
- No dobra. Chodźcie chłopaki, zostawmy ich samych.
W końcu mogę samemu zostać z Gosią. Ooo zrobiła koci wzrok i minkę i powiedziała „Mój bohaterze”. Co miałem zrobić? Ostatkiem sił wstałem i wziąłem ją w ramiona. Poczułem jej szybki oddech, poczułem miarowe bicie jej serca, poczułem zapach który czułem gdy zeszłym razem się z nią widziałem.  Lekki zapach malin. Mmm cudowny. Nic nie mówiliśmy. Przyciągnąłem ją bliżej do siebie i zacząłem całować. Położyłem się z nią na moje wyrko, i całowaliśmy się bez słowa. Widać po niej, że się za mną stęskniła. Jest namiętna i dzika. Niewyżyta. Brakowało jej mnie. Nie mam siły, ale na to zawsze znajdę. Całowaliśmy się jeszcze przez jakiś czas. Chyba jest zmęczona, widać to po niej. Położyła się na mojej klacie i po chwili zasnęła. Położyłem ręce na niej pocałowałem w głowę i też zasnąłem.
Dzień wypisu, Gosia już nie może się doczekać. Ale jest jedna rzecz bez której się nie ruszę ze szpitala. Tak jest matka wiedziała o co chodzi. Przyniosła mi moją maszynkę Gilette Fusion… w końcu mogę się ogolić. O w mordę… ale jestem zarośnięty. Dziesięć dni bez golenia. Co to jest? Wyglądam strasznie… No teraz to rozumiem. Twarz gładziutka jak… jak… jak twarz Gosi. W końcu ją zobaczę. Jeszcze tylko parę metrów i… jest wyszedłem. Drzwi nie zdążyły się zamknąć, a Gosia już wisiała na moim pasie wtulona we mnie. Brakowało mi tego, brakowało mi Gosi. A teraz ona jest tutaj, jest ze mną, jest mną i sobą jednocześnie. Już nie ma Gilette i Gosi. Teraz jesteśmy my. Teraz i na zawsze. Znów mogłem podziwiać kasztanowy ocean jej oczu. Dziką puszczę jej jasnobrązowych lekko falowanych włosów. Mogłem powąchać lekki zapach malin… tak to na pewno są maliny. Znów mogłem poczuć miękkość i ciepło jej ciała. Znów mogłem poczuć ciepło jej oddechu. Znów mogłem poczuć ciepło, miękkość i słodycz jej ust. Ona jest dla mnie, ja jestem dla niej. Nikt i nic tego nie zmieni. Tak jest. Nikt. Nie wiem czy ona ma zamiar ze mnie zejść, ale ja nie mam zamiaru jej puszczać. Podszedłem z nią do murka, posadziłem i znów zaczęliśmy się namiętnie całować. Poza nami nic nie ma, nie ma świata nie ma ludzi. Jesteśmy tylko my złączeni razem ze sobą. To jest właśnie ta chwila kiedy nic i nikt nie ma siły nas rozłączyć. Takie chwile są zapamiętania. Co ja mówię zapamiętania. Takie chwile są warte poematu. Iliada i Odyseja razem wzięte są mniej warte od tego… od poematu prawdziwej, czystej, młodzieńczej miłości. Wszyscy pisarze świata nie byli by w stanie opisać tego co teraz się dzieje. To… to jest takie potężne. Potężne i piękne zarazem. Co to jest? Co to jest za siła która potrafi tak mocno złączyć dwoje ludzi. Dwoje w jedno. Dwoje w jednym. Dwoje w jedność. Jedność ciała i duszy. Jedność myśli i uczuć. Jedność słów. Jedność, jedność po prostu jedność. Niezaprzeczalna, niezniszczalna, nieopisana, niezrozumiana. Jedność. Tak to my to my jesteśmy w tej chwili jednością. Nic nie może nas rozłączyć. Nic. To jest zbyt silne. Silne. Tak to dobre stwierdzenie. Miłość jest silna. I przetrwa wszystko. Było cudownie, ale trzeba kończyć. Podniosłem Gosię z murka i dopiero przy samochodzie postawiłem ją na ziemi. Patrzę się na nią cały czas. Nawet teraz kiedy wchodzę do samochodu. Ale czyj to samochód? Wiking. YaY. Wiking. Tak to on. Zrobił sobie prawko. W końcu. Już nie jest uzależniony od łaski i niełaski Szweda. Wiking się nie odezwał. Gosia i ja też nie. Patrzymy na siebie cały czas. Ona się uśmiecha… Ja się uśmiecham… Tak. Znów jej głowa składa się do pocałunku. Moje usta były tak spragnione dotyku jej ciała. Tak bardzo. Jednak mogą one teraz zaspokoić swoją rządzę. Nie bawiłem się długo. Chwyciłem ją i przyciągnąłem do siebie. Taka ciepła, tak mi bliska. Ona. Ona jest tu, jest ze mną. Potrzebowałem tego. Ona chyba też tego potrzebowała. Położyła głowę na moim barku i nic nie mówiąc leżała. Leżała na mnie całą drogę i nie powiedziała ani słowa. Nie trzeba nic mówić. Nic kompletnie nic. W końcu dom. Słodki dom. Tak jest w końcu pogram sobie w Fifę 10. JEST. Matka pozwoliła mi przyprowadzi Gosię do domu. Gosia specjalnie dziś nie poszła do szkoły, żeby cały dzień spędzić ze mną. Już chciałem włączyć komputer, ale ona skutecznie mnie od niego odciągnęła. Bardzo skutecznie. Usiadła na moim łóżku i zalotnie zaczęła mnie przyciągać wzrokiem i palcami. Ja jak zaczarowany, jak po sznurku do niej się zbliżałem. Bliżej i bliżej. Obydwoje położyliśmy się na łóżku i zaczęliśmy się całować. Znów byliśmy jednością. Gosia spytała się mnie czy tego chcę. Powiedziałem jej, że chciałbym bardzo, ale zasady mi nie pozwalają. Gosia zrobiła się jeszcze bardziej promienna. „Ty też uważasz, że powinniśmy poczekać do osiemnastki?” Odpowiedziałem że tak. Spytała się mnie czy już kochałem się z jakąś dziewczyną. Powiedziałem, że nie. Ona powiedziała, że też jeszcze jest dziewicą i że to właśnie ze mną chce przeżyć swój pierwszy raz. Spytała się mnie czy widziałem kiedyś nagą dziewczynę. Ja jej na to, że tylko w filmach. Spytała się czy chcę zobaczyć nagą kobietę na żywo. Czy chcę zobaczyć ją nago. Odpowiedziałem, że z wielką chęcią, ale decyzja i tak należy do niej. Gosia zaczęła zdejmować swoją niezwykle dopasowaną, uwydatniającą kształty szarą bluzkę z długim rękawem. Ukazał się jej szczuplutki brzuch. Taki piękny. Następnie ukazała się jej talia, żebra i dorodne piersi schowane pod czarnym stanikiem. Gosia chciała już zdejmować stanik, ale powiedziałem jej, że najpierw chcę przytulić się do brzucha który będzie nosił moje dzieci. Jej skóra jest taka miękka. Jej ciało jest takie delikatne. Jej ramiona, jej dłonie, jej brzuch, jej talia, jej biodra… Ona cała. Spytałem się jej o rozmiar stanika. Powiedziała, że nosi rozmiar C. Wiedziałem. Powiedziałem jej to samo. Ona się tylko uśmiechnęła i spytała się. „Może mam się pozbyć mojego rozmiaru C?”. Przytaknąłem. Już byłem podniecony jak małe dziecko gdy dostaje nowe zabawki. Mój przyjaciel w spodniach zaczął sztywnieć z zachwytu. Powiedziałem jej, że własnoręcznie zdejmę jej stanik. Ona się zgodziła. Głową przytuliłem się do jej biustu, a rękami odpiąłem to co należy. Powiedziałem jej żeby przytrzymała stanik na biuście póki nie będzie na sto procent pewna. Nawet nie ruszyła rąk. Odsunąłem się od niej na odległość ręki. Wyciągnąłem je obie i zacząłem pieścić jej piersi. Podoba jej się. „Chodź bliżej powiedziała” zbliżyłem się i pieszczę teraz jej piersi językiem. Całuję je. Przecież to one będą karmić moje dzieci w najmłodszych latach ich życia. Zbliżyłem ucho do jej piersi i wsłuchałem się w ton jej serca. On jest taki równy. Taki miarowy. Stwierdziłem że dobrym pomysłem będzie zamknięcie drzwi na klucz. Jak powiedziałem tak zrobiłem. Gdy się odwróciłem Gosia już stała w samych majtkach. Jej nogi są takie piękne. Jej ciało jest takie proporcjonalne. Podszedłem, wziąłem ją na kolana i zacząłem całować. Całuję ją. Jest cudownie. Jedną ręką głaszczę jej uda. Drugą ręką pieszczę jej piersi. Usiadła na mnie rozkrokiem, przodem do mnie. I wychyliła głowę do tyłu. Zaś moja głowa trafiła między jej piersi. Po chwili jej głowa trafiła na miejsce i przeszła do całowania mnie. Ona świetnie całuje. Mam ją całą dla siebie. Tu nam nic nie grozi. Spytała się mnie czy majtki też ma zdjąć. Odpowiedziałem że wszystko zależy od tego czy ona chce. Od razu wstała i chciała zdejmować. Zatrzymałem jej ręce i powiedziałem, że zrobimy to wspólnie. Ja z przodu, ona z tyłu. Ależ to są cudowne majteczki. Czarne, pełne… Świetne. Zamknąłem oczy żeby być pewnym, że ona na pewno chce. Nawet nie zadałem pytania, a ona już kazała mi otworzyć oczy. Powiedziała, że ogoliła się specjalnie dla mnie, specjalnie na ten dzień. Jej myszka i całe łono jest cudowne. Nawet włoska nie ma. Spytałem się jej czy mogę dotknąć. Ona nic nie mówiąc sama poprowadziła moją dłoń ku swojej waginie. Jaka ona jest mięciutka, jaka ona jest wilgotna. Powiedziała mi, żebym zaczął masować jej łechtaczkę. Jak kazała tak zrobiłem. Moja dłoń zaczęła przemieszczać się wzdłuż i w poprzek jej sromu. Moje podniecenie sięgało szczytu. Powiedziałem jej żeby wzięła chusteczki z szuflady przy biurku. Ona mnie nie posłuchała tylko zaczęła otwierać mój rozporek. Jej dłoń dotyka mego przyrodzenia. Po raz pierwszy czuję coś takiego. Skrajne podniecenie. Gosia zsunęła majtki z mojego wacka i zaczęła wykonywać ruchy. W górę i w dół. Robi to tak naturalnie, ale widać że pierwszy raz widzi i dotyka penisa. Moja ręka nie opuściła okolicy jej sromu. Gosia powiedziała, że jeszcze nigdy się nie masturbowała i że chce żebym to właśnie był pierwszy w jej pochwie. Ale… w jej pochwie nie ma być penisa. A ja nawet nie miałem zamiaru się sprzeciwiać. Zaraz miałem dojść, nie miałem prezerwatywy przy sobie. Gosia powiedziała żeby wstał i całą zawartość swoich nasieniowodów wypróżnił na jej piersi. Uklękła i powiedziała żebym walił konia jak najlepiej potrafię. Nie ma problemu. Minęły może dwie sekundy i już kaskady ciepłej spermy zaczęły wydostawać się z mojego prącia. „Teraz możesz iść po chusteczki” powiedziała. Poszedłem po chusteczki, a Gosia usiadła na moim wyrku. Wyjąłem kilka z pudełka i się pytam po co mi one? Ona na to, że zamiast spuszczać się w chusteczki, może spuścić się jej na biust a później z niego chusteczkami go zetrzeć. Wziąłem chusteczkę w dłoń i zacząłem dokładnie wycierać jej biust z mojej wydzieliny. To był największy wytrysk mojego życia. Żeby wytrzeć jej całe piersi zużyłem aż osiem chusteczek. Powiedziała, że teraz ja mam ją doprowadzić do orgazmu. Położyła się na łóżku okrakiem i powiedziała. „Zrób mi dobrze”. Zacząłem od jednego palca. Wkładałem i wyjmowałem go coraz szybciej. Kiedy poczułem, że jej pochwa się rozszerza, do akcji wkroczył drugi palec. Wyciągnąłem palce i stwierdziłem, że zrobię jej w sromie francuskie tornado. Zacząłem wiercić językiem w jej waginie. Całowałem jej łono z którego przyjdą na świat moje dzieci. Gosia zaczęła już dochodzić więc stwierdziłem że wprowadzę jeszcze trzeci palec. Jej pochwa już jest taka rozszerzona, że trzy palce mieszczą się spokojnie. Mmmm chyba dostaje orgazmu. Na pewno. Jęczy aż miło się słucha. I doszła jej pochwa stała się niezwykle wilgotna, ze środka wydobywa się ciecz. Czuję ją. Jest ciepła i ma lekki zapach maliny. Wstałem i zobaczyłem że przy drzwiach leży prezerwatywa. Gosia wstała z łóżka i spojrzała się na mnie. „Chcę jeszcze raz, ale porządnie”. No to jej pokazuję kondoma. Ona nic nie powiedziała tylko zaczęła mnie rozbierać. Od koszuli po spodnie. Zauważyłem że mój penis już niedługo znów będzie gotowy do użytku. Gosia też to widziała i zaczęła powoli wsuwać moje prącie do kondoma. „Nie jestem jeszcze gotów” powiedziałem. „Zajmę się tym” odpowiedziała. Masuje mi wacka od napletka aż po mosznę. Stwierdziłem, że też się nią zajmę. Jej piersi są takie piękne i miękkie. Aż żal ich nie pomasować. Minęło jakieś piętnaście minut zanim byłem w pełni gotowy do pierwszego razu. Gosia weszła na łóżko i wypięła się w moją stronę. „Chcę tego” powiedziała. Ja nie protestując naprowadziłem penisa na jej srom. Wszedłem. Po raz pierwszy w życiu będę się kochał z dziewczyną. I to nie byle jaką dziewczyną. Z moją dziewczyną. Na pewnej głębokości poczułem opór. „Jesteś tego pewna…” „Tak jestem na sto procent pewna. Zrób to”. I zrobiłem. Rozdziewiczyłem swoją dziewczynę, a ona mnie rozprawiczyła. To jest cudowne uczucie. Nieporównywalne z żadnym innym. Takie coś przeżywa się tylko raz. Tylko i wyłącznie raz. Nie ma innej opcji. Nie ma słów które by opisały tą przyjemność. Nie ma. Wszyscy pisarze świata nie byli by w stanie opisać tego co teraz się dzieje. To… to jest takie potężne. Potężne i piękne zarazem. Co to jest? Co to jest za siła która potrafi tak mocno złączyć dwoje ludzi. Dwoje w jedno. Dwoje w jednym. Dwoje w jedność. Jedność ciała i duszy. Jedność myśli i uczuć. Jedność słów. Jedność, jedność po prostu jedność. Niezaprzeczalna, niezniszczalna, nieopisana, niezrozumiana. Jedność. Tak to my to my jesteśmy w tej chwili jednością. Nic nie może nas rozłączyć. Nic nie rozłączy jedności. Obydwoje szczytowaliśmy w odpowiednim czasie. I ja i Gosia położyliśmy się na łóżku i całujemy się. Całą magię tego zdarzenia zniszczył fakt że Gosia musi być o 19:00 w domu a jest już 18:20. Oboje się ubraliśmy i poszliśmy do łazienki. Gosia się uparła żebym przed wyjściem ją jeszcze umył. I to bardzo dokładnie. Gosia znów się rozebrała i weszła pod prysznic. Podała mi gąbkę i powiedziała. „Umyj mnie, proszę” No to ja też się rozebrałem i wszedłem z nią do kabiny. Puściłem wodę i zacząłem ją myć. Jej ciało jest tak miękkie i tak cudowne, że rzuciłem gąbkę i umyłem ją gołymi rękami. Gosia już umyta. Teraz trzeba ją wypłukać… ciepłe strumienie wody przedzierają się poprzez jej ciało opłukując je z resztek piany. „Chcę żebyś mnie jeszcze wytarł”. Ja nie protestując wziąłem ręcznik i zacząłem wycierać. Mmm ależ ona jest piękna. Każdą część ciała wycieram do sucha. Kiedy już ją wytarłem. Powiedziała „Dziękuję. Dziękuję, że jesteś. Dziękuję Ci za wszystko. Kocham Cię.” Powiedziała, że jeszcze chce siusiu więc pokazałem jej kibel. Jednak po chwili powiedziała, mam ją podetrzeć. Jak zwykle ja w ogóle nie protestuję tylko biorę kilka listków srajtaśmy i kieruję moją dłoń w kierunku jej sromu. Muszę bardzo dokładnie wytrzeć, bo mnie poprosiła. Dobra koniec… ale… ale ona nie chce żebym przestawał. Mam jej zrobić tak jak wtedy gdy po raz pierwszy dotknąłem jej waginy. Więc pomyślałem, że pomasuję jej jeszcze trochę myszkę, ale tak się wciągnąłem, że jak i ja tak i ona nie chcieliśmy przestawać. Dobra koniec. Gosia skoczyła z kibla wprost w moje ramiona i jak zwykle uczepiła się nogami mojego pasa. Powiedziała żebym chwycił ją za pośladki, że jeszcze tylko pośladków jej nie wymasowałem. Ja oczywiście nie protestuję i złapałem ją za jej jędrne dwa pośladki. Gosia przytuliła się do mnie i wyszeptała „Tylko nie próbuj mi więcej znikać na tak długo bo pęknie mi serce”. Poprosiła mnie jeszcze żebym ją ubrał. Ale… właśnie miałem zamiar jej zakładać majteczki, a ona powiedziała „To jest prezent dla ciebie, za to że po raz pierwszy zrobiliśmy coś razem” Tak więc założyłem jej spodnie, stanik, koszulkę i już była gotowa. „A teraz proszę cię żebyś odprowadził mnie do domu.” Ja oczywiście z wielką radością postanowiłem spełnić jej prośbę. Tak więc poszliśmy do korytarza gdzie poprosiła mnie o założenie butów. Zanim założyłem jej buta ucałowałem jej stopy kilka razy. Gdy wstałem, ona już czekała, żeby mnie pocałować. I to zrobiła. Dobra wychodzimy. Całą drogę rozmawialiśmy o naszej przyszłości. A na sam koniec drogi zostałem obsypany pocałunkami. Gdy wyszedłem z jej bloku spotkałem Wąskiego i Mocnego. To jest coś. Kumple sami ci proponują, że stawiają piwo. Poszliśmy więc jeszcze po Blachę. PUK PUK. Otwieraj kurwa Blacha! Gdzie on jest? Może gdzieś z Wikingiem polazł. Wiking? Kurwa nie odbiera. Co jest? Przecież kilka godzin temu odwiózł mnie do domu. Szwed? Co jest z nimi kurwa? No bez jaj, idziemy na boisko, może tam są. O KU… są… i to jeszcze jak. Rozkwaszeni jak zgniłe jabłka. Blacha i Bear… Ale gdzie jest Wiking ze Szwedem. Blacha, obudź się no! „Vladimir.” odpowiedział.  Teraz jestem na sto procent pewien. Wojna się szykuje. I coś czuję, że ktoś w tej wojnie straci życie.
IV Rachunek sumienia
Po sześciu strasznych tygodniach rehabilitacji w końcu mogę sobie zagrać. Niestety (Nie)Zwyczajni już nie grają w zawodach. Przegrali z drużyną która jest faworytem turnieju. Już nie mogę się doczekać. W końcu będę mógł się wyżyć na piłce, a nie na pierdolonej Fifie. Achhh Blacha powinien zaraz przyjść. Po tym jak Vladimir go skasował, Blacha przez cztery dni wracał do siebie. Pierdolony Vladimir, kutas powinien do piachu trafić. O Blacha właśnie przyszedł. Ogólnie to dostałem od matki w prezencie elektryczną maszynkę Braun. Gosia była u mnie codziennie i kochamy się regularnie co sobotę, kiedy moja matka jest w pracy. Nawiasem mówiąc, dzisiaj jest sobota. Mam zamiar zrobić coś wyjątkowego. Może zaproszę ją dzisiaj na kolację przy świecach w „Mediolanie”. Duża pizza z pieczarkami i szynką. Mmm, to by było coś… Ale na razie wybieram się na pierwszy mecz od siedmiu tygodni. Ogólnie to już zbliża się koniec sezonu. W końcu jest listopad. Nie ma co idziemy. Blacha już zadzwonił po Wąskiego i Mocnego, a Wiking pojechał ze Szwedem na jakiś obóz szkoleniowy. Na tym obozie uczą się walki pierdolonymi mieczami i wielkimi toporami. Blacha wypytuje się mnie o zdrowie. No ja mu na to, że jest świetnie i że chętnie znów zagram. W końcu drzwi. Skrzyp. Czarne, metalowe drzwi otwierają się pod naporem mojej ręki. Świeże powietrze wypełnia me płuca. I coś na co czekałem. Tak… to ona… już na mnie czeka… biegnie w moją stronę i jak zwykle szykuje się żeby wskoczyć mi w ramiona. Jak ja to uwielbiam. Znów zaciska swoje piękne nogi na moim pasie. Tuli się do mnie. Mmm jak ja uwielbiam ten lekki zapach malin otaczający ją w około. Jej usta zbliżają się coraz bardziej do moich. Jej ciepły, miarowy oddech mnie rozgrzewa. Nasze usta spotykają się w namiętnym pocałunku. Znów jesteśmy jednością. Jesteśmy jednym ciałem, jedną duszą. Kocham ją nad życie. Zeskakuje ze mnie, ale nie puszcza. Dalej trzyma mnie w swoim ciepłym uścisku. Bierze moją dłoń w swoją. Jest pięknie. Ale mamy robotę. Blacha mówi żebyśmy się nie spieszyli, ale mam inne plany. Ogólnie to boisko jest po drugiej stronie bloku. Czasami jak siedzę w pokoju to oglądam jak gówniarze sobie grają. Dobra należałoby już iść. Na boisku już jest Bear i kilku innych ziomków z osiedla. Grają sobie w warszawę i jarają szlugi. Kilka gówniarzy biega sobie po placu zabaw, a gdzieś pod blokiem Wikinga idzie sobie babcia z psem. Już prawie doszliśmy do boiska, kiedy zza bloków wyszli Wąski z Mocnym. Weszliśmy sobie na boisko. Siema, siema. Jak tam? Co tam? Bear powiedział, ze słyszał od kogoś, że Pręt coś kombinuje. Kurwa. Czy on nie może sobie dać spokoju? Blacha usiadł koło Beara, ja koło Blachy, a Gosia na moich kolanach. Ogólnie to już od siedmiu tygodni nie palę. Robię to dla niej. Tak bardzo ją kocham. Ona to wie i też mnie kocha. Zacząłem trząść kolanami. Mmm podoba jej się. Spojrzała się na mnie tym swoim kocim wzrokiem. Głębia jej oczu mnie więzi. Nie mogę i nie mam zamiaru się jej przeciwstawiać. Dobra Mocny z Wąskim już doszli. Tak długo na to czekałem. Jest nas akurat dziesięciu. Idealnie. Gosia sobie usiadła na murku, a mu idziemy na środek się wybierać. Wybierają najlepsi, czyli Mocny i Bear. Ja jestem w składzie z Mocnym, Wąskim, Zurgiem i Kleszczem na bramce. Piłka poszła w ruch. Mocny jest przy piłce i podaje do Zurga. Zurg biegnie w stronę bramki ale… pierdolony Bear go zatrzymał. Bear szybko podaje do Miłego. Miły zbliża się w moją stronę. Blok… i… przejęcie. Mam piłkę. Co zrobić? Biegnąć do przodu, czy podać Wąskiemu? Pobiegnę trochę do przodu i podam do Wąskiego. Wąski przyjął piłkę i robi to co zwykle… szarżuje jak dziki koń na bramkę przeciwnika. Dzika szarża kończy się potężnym strzałem. Czy Blacha to obroni? Rzuca się na piłkę… i lecą… i Blacha… i piłka. Oczekiwanie… Czy mastershooter Wąski trafi? Wszyscy bacznie obserwują piłkę. Na twarzy Blachy widać wielkie skupienie. GOOOOOOL. Wąski jednak pokonał Blachę. Blacha zawiedziony wstaje z ziemi. Nie miał szans. Wąski zawsze strzela pierwszego gola. Poza tym to był jeden z najlepszych strzałów jakie kiedykolwiek padły na tym boisku. Piłka przyspieszona. Tuż przed bramką obniżyła trajektorię lotu. Odbiła się od ziemi i skozłowała nad Blachą. Nie ma co, Bear zaczyna od środka. Podania, kurwa masa podań. O co im chodzi? Podchodzą coraz bliżej. O… o… będzie akcja. Bear włączył świński galop. Omija wąskiego i finezyjnie uderza piłkę. Piłka wykonuje łuk iiii… Kurwa! Minimalnie od słupka wpadła. Szet. 1:1. Może wygramy. Od środka zaczyna Zurg. Od razu zaczyna się akcja. Mocny przejmuje piłkę i zaczyna ją czarować. Może przejdzie… Kurwa nie przeszedł. Bear go zatrzymał i zaraz podał do Miłego. Miły z kopyta rusza do przodu. Znów biegnie na mnie. Nie ma szans. Wąski już się do niego zbliża. Wybiegam mu naprzeciw. Co z tego będzie? Tak jest. Miły w potrzasku miedzy mną, a Wąskim. Strata piłki. Wąski przejmuje i rusza. Ale teraz nie biegnie samemu. Z razu podaje do Zurga, a Zurg do Mocnego. Mocny podbiega… wysuwa Zurgowi… iii… JEEST 2:1. Bear znów zaczyna od środka podaniem do Miłego. Miły nie rusza do przodu… Co się do cholery dzieje? Kurwa co jest. Miły i Bear stanęli jak wryci. O KURWA!!!!!!!!! CO DO CHUJA PANA TEN KUTAS TU ROBI?!?!?!?!? CO KURWA ROBI VLADIMIR. Nie ma chuja. Wszyscy zbierają się w jednym miejscu. Mocny i Bear wychodzą przede mnie, a Wąski cichcem próbuje wyprowadzić Gosię.
- I co kurwa jebane gnojki? – zaczął Vladimir
- Wypierdalaj! – odpowiedział Mocny
- Nie ma mowy. Ten chujek co stoi za tobą. Mam rachunki do spłacenia.
- Nie i chuj. Póki tu stoimy, nie tkniesz go.
- Jesteś pewien, że chcesz to zrobić?
- Dawaj kurwa
- Spokojnie, załatwmy to po cichu. Ja i ta mała pizdeczka co chowa się za tobą.
- Nie i chuj!
- Hardy jesteś jak na cipę.
Mocny puścił to mimo uszu i dalej stał jak najbardziej mocno umiał.
- Nie chcesz tego, naprawdę.
- Dawaj kurwa! Tu i teraz!
- Spokojnie, ta sprawa dotyczy wyłącznie mnie i tej burej suki co się chowa zamiast spotkać swoje przeznaczenie.
- Mówię ci kurwa… WYPIERDALAJ STĄD!!!!
Vladimir nie wytrzymał. Już brał zamach na Mocnego, ale my byliśmy bardziej cwani. Wiedzieliśmy, że Vladimir przyjdzie do mnie po rehabilitacji, ale nie spodziewaliśmy się że tak szybko. Wiedzieliśmy, że Mocny tak go wkurwi i nie wytrzyma. Więc opracowaliśmy plan. Podczas gdy Bear i Mocny mnie zasłaniali, ja zakładałem sobie rękawice z metalowymi płytkami. Na kolana nałożyłem metalowe nakładki, a na buty doczepiłem metalowe płytki. Bear natomiast nałożył metalowe płytki na ramiona, tak żeby Vladimir uderzając go, poczuł ból. Plan jest taki. Mocny ma oberwać, Bear zasłania się rękami, a ja wyskakuje i zaczynam napierdalać chuja. Wszystko idzie jak należy. Mocny obrywa i pada na ziemię. Vladimir macha się na Beara i krzywi mordę po spotkaniu z metalowymi płytkami skrzywił się jak skorwesyn. Teraz moja kolej. JEB. Oberwał z pięści w żebra. PIZD. I kolejny hit. Tym razem z kolanka. Przykurwiłem mu jeszcze z buta w ryj. Polała się krew. Padł. Chyba roztrzaskałem mu nos. Kurwa. Mocny wstaje z wielkim śladem na policzku. Bear powiedział żebyśmy wyrzucili go do śmietnika. Jak powiedział tak robimy. Wleczemy go w alejkę w której mu wpierdoliłem. Tak jest. Leży w gównie którym jest. Dobra wracamy, Gosia na mnie czeka. Nie mogę pozwolić, żeby czekała na mnie dłużej. Oh ona już na mnie czeka. Już biegnie żeby znów wskoczyć mi w ramiona. Mmm jak ja to uwielbiam. Jej miękkie ciało otacza mnie niczym cały świat. Jej ciało ogrzewa mnie jak słońce. Jej ciało jest… jak powietrze którego potrzebuję. Ją potrzebuję. Nie wyobrażam sobie życia bez niej. Ona jest moim życiem. Moim całym światem. Ona jest mną. Ona jest ze mną. Ciekawe czy pójdzie ze mną do „Mediolanu” wieczorem. Hmm, Gosia mówi, że chętnie już by poszła, ale musi się przebrać. W sumie dobrze by było gdybym też się przebrał. W co się ubrać? Hmm, wezmę starą czerwoną koszulę i zwykłe jeansy. Włosy postawię na żel i będzie całkiem zajebiście. Jeszcze tylko do kwieciarni po czerwone róże i będzie git. Cztery dyszki ze skarbonki i mogę iść. Drzwi na klucz, a klucz do skryjówki. Teraz spokojnie, to tylko mała randka z moją dziewczyną. Trzy czerwone róże 11,50 zł. Umówiłem się z Gosią że spotkamy się w „Mediolanie”, ale ja mam lepszy plan, pójdę po nią do domu. Ding dong. Skrzyp. Gosia już szykuje się do wyjścia i wygląda na zdziwioną moim przybyciem, a jeszcze bardziej czerwonymi różami. „Moje ulubione” powiedziała. Aachh spodobały jej się. Zamknęła drzwi i od razu mnie pocałowała. Mmm, każdy jej pocałunek jest przyjemniejszy od poprzedniego. I idziemy, ona wtulona we mnie, a ja zadowolony. Już widać „Mediolan”. Pizzeria jest prawie kompletnie pusta. Tylko kilka gości siedzi po prawej stronie od drzwi. Bar jest na wprost, a stolik który my weźmiemy jest po lewej stronie. Brat Beara zrobił tak jak go poprosiłem, pusty wazon i dwie świece. Jest już 21 więc jest dość ciemno. Gosia zajęła swoje miejsce i od razu włożyła róże do pustego wazonu. Brat Beara od razu przyszedł żeby spytać się co zamawiamy. Gosia zamawia małą pizzę z szynką i pieczarkami. No a ja się pytam Gosi czy nie lepiej by było gdybyśmy zamówili jednej dużej pizzy. Ona przytaknęła więc mówię Marcinowi, bo tak brat Beara się nazywa że jednak bierzemy jedną dużą. Spytam się Gosi czy chce coś do picia. Ona mówi że chciałaby Frugo jak mają. Marcin mówi że mają. No to Frugo dla Gosi i Sprite dla mnie. Pizza będzie za jakieś dziesięć minut więc od razu przeszliśmy do rozmowy. Rozmawiamy naprawdę o wszystkim. Gosia mówi o kosmetykach. Ja się jej dopytuję za jakimi ona przepada i jakie używa. Ja mówię o footballu, a ona się mnie dopytuje o ulubione zespoły i ulubionych piłkarzy. Dziesięć minut minęło jak z bicza strzelił. Pizza i napitki już są. Każdy ucina sobie kawałek pizzy. Hmm, wpadłem na genialny pomysł. Ciekawe co ona na to żebyśmy się wzajemnie karmili. To znaczy ja ucinam kawałek i daję jej do ust i odwrotnie. No dobra spróbuję. Podsunąłem jej kawałek pizzy na moim widelcu. Mmm od razu zorientowała się o co mi chodzi. Ponętnie ściąga pizzę z widelca i jeszcze bardziej ponętnie ją przeżuwa. Odwdzięcza się tym samym. Podaje mi kawałek pizzy który ja biorę do ust nie spuszczając z oka jej spojrzenia. BUM. Ktoś z hukiem wszedł do baru. Jest to tutejszy bywalec, Harold. Za nim wchodzą jego kumple. „Jesteśmy w Mediolanie!!!” wykrzyczał jak ta dziwna laska z Top Model. Od razu poszli do Sali dla palących. Znów spokój przeszliśmy do swoich spraw. Dobra pizza skończona, napoje wypite, możemy wracać. Idziemy sobie spokojnie ulicą, gdy tu nagle wyskakuje Vladimir.
- Teraz się kurwa doigrałeś.
- Spierdalaj gościu.
- Jesteś kurwa martwy.
W tym momencie Vladimir na mnie skoczył. PIZD. Przywalił mi w mordę. Kurwa, ale mi szumi w głowie. JEB. Kolejny cios. Padłem na ziemię. Co za ból. Gosia uciekła i gdzieś się schowała i pewnie gdzieś dzwoni. BUM. Po raz kolejny oberwałem w sam nos. Krew się leje. I znów. Tym razem kopniak w żebra. I znów. Kopniak w głowę. Kurwa zaraz stracę przytomność. O kurwa! Co jest?! Coś przeze mnie przechodzi. Jakaś siła… Wypełnia mnie od środka. Vladimir przestał mnie bić. Teraz moja kolej. Wstaję, patrzę na chuja z byka.  „Lepiej zmów paciorek i przygotuj rachunek sumienia” powiedziałem. Vladimir zbladł. Kurwa! co za moc! JEBUT. Vladimir oberwał. I znów, i znów, i znów. Zalał się krwią jak świnia na uboju. I do góry. I szmyrg o ścianę. Teraz za kark i łamiemy. KRACH. Kark połamany… O rzesz w pytę. Zabiłem człowieka. O kurwa! Co się ze mną dzieje. Pierdolę, spierdalam stąd jak najdalej.
Kurwa. Dzisiaj niedziela. Ja niedolę! Zabiłem człowieka! Cóżem ja uczynił? Co ja zrobię? Kurwa! Na pewno już ktoś to zgłosił. Pójdę siedzieć. Kumple się mnie wyrzekną. Gosia mnie zostawi. O kurwa! Moje życie jest skończone. Nie ma co na pewno już wszyscy wiedzą. PUK PUK. O kurwa pewnie policja. Co ja zrobię?... Wiem nie ma mnie uciekłem z miasta. „Gilette otwieraj wiem, że tam jesteś.” O kurwa to Gosia, na pewno chce powiedzieć że ze mną zrywa i że podała mnie na policję. Dobra otworzę.
- Gosia słuchaj nie wiem co powiedzieć ja naprawdę…
- Bądź cicho i słuchaj.
- Co?
- Już dobrze. Za chwilę będzie dobrze.
- Co!? Jakie kurwa dobrze?! Przecież za…
- Cii. Słuchaj, już się tym zajęłam.
- Jak to się zajęłaś?!
- Zrobiłam swoje. Możesz już zapomnieć.
- Ccco?! Jakie kurwa zapomnieć?! O czym ty do cholery mówisz?!
- Spokojnie. Zapomnij o mnie i o wszystkim co było ze mną związane. Wykonałeś swoją robotę. Nie spieszyłeś się za bardzo ale w końcu ci się udało. Pozbyłam się Vernera, moja praca skończona. Jak i twoja. Za około dwa lata spotkasz prawdziwą Gosię Lipkowską. Na mnie pora, mistrz na mnie czeka. Mam nadzieję, że nie będę musiała zbyt często cię ratować.
Hmm co się stało? Jeszcze przed chwilą wydawało mi się, że jestem w kuchni. Dziwne uczucie. Jakieś deja vu. Nie ma co zaraz idę zagrać z kolegami w piłkę, później może pójdę gdzieś na dupy.

1 komentarz:

  1. Teraz jesteśmy my. Teraz i na zawsze. Znów mogłem podziwiać kasztanowy ocean jej oczu. Dziką puszczę jej jasnobrązowych lekko falowanych włosów. Mogłem powąchać lekki zapach malin… tak to na pewno są maliny. Znów mogłem poczuć miękkość i ciepło jej ciała. Znów mogłem poczuć ciepło jej oddechu. Znów mogłem poczuć ciepło, miękkość i słodycz jej ust. Ona jest dla mnie, ja jestem dla niej. Nikt i nic tego nie zmieni. Tak jest. Nikt. Nie wiem czy ona ma zamiar ze mnie zejść, ale ja nie mam zamiaru jej puszczać. Podszedłem z nią do murka, posadziłem i znów zaczęliśmy się namiętnie całować. Poza nami nic nie ma, nie ma świata nie ma ludzi. Jesteśmy tylko my złączeni razem ze sobą. To jest właśnie ta chwila kiedy nic i nikt nie ma siły nas rozłączyć. Takie chwile są zapamiętania. Co ja mówię zapamiętania. Takie chwile są warte poematu. Iliada i Odyseja razem wzięte są mniej warte od tego… od poematu prawdziwej, czystej, młodzieńczej miłości. Wszyscy pisarze świata nie byli by w stanie opisać tego co teraz się dzieje. To… to jest takie potężne. Potężne i piękne zarazem. Co to jest? Co to jest za siła która potrafi tak mocno złączyć dwoje ludzi. Dwoje w jedno. Dwoje w jednym. Dwoje w jedność. Jedność ciała i duszy. Jedność myśli i uczuć. Jedność słów. Jedność, jedność po prostu jedność. Niezaprzeczalna, niezniszczalna, nieopisana, niezrozumiana. Jedność. Tak to my to my jesteśmy w tej chwili jednością. Nic nie może nas rozłączyć. Nic. To jest zbyt silne. Silne. Tak to dobre stwierdzenie. Miłość jest silna. I przetrwa wszystko. Było cudownie, ale trzeba kończyć. Podniosłem Gosię z murka i dopiero przy samochodzi


    kto tu jest piprzonym poetą ? ;D

    OdpowiedzUsuń