czwartek, 12 stycznia 2012

Opowieść o Grzesiu co golił się bez pianki. Część III Rekonwalescencja


Gdzie ja jestem? Kurwa… co jest? O co chodzi? „Spokojnie Grzesiu” powiedział jakiś głos. Cholera, czyżby to była… to… moja matka. Co ona tu robi? „Przyszli do ciebie koledzy”. Potem wyszła. Co jest? Czy to szpital?... Tak, to szpital. Na łóżkach siedzą Mocny, Wąski, Blacha, Wiking, Szwed i Bear. Ale najważniejsze jest to, że na moim łóżku siedziała Gosia która trzymała moją rękę w swoich dłoniach.
- Kawał z ciebie skurwysyna. - powiedział Szwed.
- Gosia nam wszystko opowiedziała. - dodał Wiking.
- Szkoda, że nie wytrzymałem tak długo jak ty. - wtrącił Bear.
- O so chosi? – udało mi się coś wydusić
- Jak to o co? Ropierdoliłeś w pojedynkę samego Vladimira. – odpowiedział Szwed
- Kogo?
- Ojciec Pręta. Kawał skurwysyna.
- Wygraliśmy?
- Gdyby nie ty, to byście przegrali.
- Jak to gdyby nie ja?
- Kazałeś Gosi zadzwonić pamiętasz?
- Tak, i co z tego?
- Jak przyjechałem, na nogach stał jeszcze tylko Wąski i Blacha.
- A co z Mocnym?
- Skopali go jak dziecko. Sorry Mocny, że tak to ująłem, ale tak było.
- O kurwa.
- Aha i jeszcze ta twoja solówa z Vladimirem… kurwa masterpiece.
- Jak to?
- Ten typ potrafiłby napierdolić Mocnemu, Blasze, Wąskiemu i tobie na raz, a ty go rozjebałeś w pojedynkę.
- O kurwa.
- Na dzielni mówią o tej solówie. Kurwa, wzbudzasz strach wśród ludzi.
- O kurwa.
- Ja tu mówię o tobie. Ktoś mówił, że boi się podejść do Gosi, kiedy ty jesteś w pobliżu.
- O ja pierdolę. Co ja takiego zrobiłem że się mnie tak boją?
- Jak to kurwa? ROZJEBAŁEŚ VLADIMIRA!!!
- Dobra koledzy, tak właściwie to ile już tu jestem?
- Tydzień.
- Tydzień?!
- Tak tydzień.
- Chciał bym pobyć trochę z Gosią.
- Ok.
- Na osobności.
- No dobra. Chodźcie chłopaki, zostawmy ich samych.
W końcu mogę samemu zostać z Gosią. Ooo zrobiła koci wzrok i minkę i powiedziała „Mój bohaterze”. Co miałem zrobić? Ostatkiem sił wstałem i wziąłem ją w ramiona. Poczułem jej szybki oddech, poczułem miarowe bicie jej serca, poczułem zapach który czułem gdy zeszłym razem się z nią widziałem.  Lekki zapach malin. Mmm cudowny. Nic nie mówiliśmy. Przyciągnąłem ją bliżej do siebie i zacząłem całować. Położyłem się z nią na moje wyrko, i całowaliśmy się bez słowa. Widać po niej, że się za mną stęskniła. Jest namiętna i dzika. Niewyżyta. Brakowało jej mnie. Nie mam siły, ale na to zawsze znajdę. Całowaliśmy się jeszcze przez jakiś czas. Chyba jest zmęczona, widać to po niej. Położyła się na mojej klacie i po chwili zasnęła. Położyłem ręce na niej pocałowałem w głowę i też zasnąłem.
Dzień wypisu, Gosia już nie może się doczekać. Ale jest jedna rzecz bez której się nie ruszę ze szpitala. Tak jest matka wiedziała o co chodzi. Przyniosła mi moją maszynkę Gilette Fusion… w końcu mogę się ogolić. O w mordę… ale jestem zarośnięty. Dziesięć dni bez golenia. Co to jest? Wyglądam strasznie… No teraz to rozumiem. Twarz gładziutka jak… jak… jak twarz Gosi. W końcu ją zobaczę. Jeszcze tylko parę metrów i… jest wyszedłem. Drzwi nie zdążyły się zamknąć, a Gosia już wisiała na moim pasie wtulona we mnie. Brakowało mi tego, brakowało mi Gosi. A teraz ona jest tutaj, jest ze mną, jest mną i sobą jednocześnie. Już nie ma Gilette i Gosi. Teraz jesteśmy my. Teraz i na zawsze. Znów mogłem podziwiać kasztanowy ocean jej oczu. Dziką puszczę jej jasnobrązowych lekko falowanych włosów. Mogłem powąchać lekki zapach malin… tak to na pewno są maliny. Znów mogłem poczuć miękkość i ciepło jej ciała. Znów mogłem poczuć ciepło jej oddechu. Znów mogłem poczuć ciepło, miękkość i słodycz jej ust. Ona jest dla mnie, ja jestem dla niej. Nikt i nic tego nie zmieni. Tak jest. Nikt. Nie wiem czy ona ma zamiar ze mnie zejść, ale ja nie mam zamiaru jej puszczać. Podszedłem z nią do murka, posadziłem i znów zaczęliśmy się namiętnie całować. Poza nami nic nie ma, nie ma świata nie ma ludzi. Jesteśmy tylko my złączeni razem ze sobą. To jest właśnie ta chwila kiedy nic i nikt nie ma siły nas rozłączyć. Takie chwile są zapamiętania. Co ja mówię zapamiętania. Takie chwile są warte poematu. Iliada i Odyseja razem wzięte są mniej warte od tego… od poematu prawdziwej, czystej, młodzieńczej miłości. Wszyscy pisarze świata nie byli by w stanie opisać tego co teraz się dzieje. To… to jest takie potężne. Potężne i piękne zarazem. Co to jest? Co to jest za siła która potrafi tak mocno złączyć dwoje ludzi. Dwoje w jedno. Dwoje w jednym. Dwoje w jedność. Jedność ciała i duszy. Jedność myśli i uczuć. Jedność słów. Jedność, jedność po prostu jedność. Niezaprzeczalna, niezniszczalna, nieopisana, niezrozumiana. Jedność. Tak to my to my jesteśmy w tej chwili jednością. Nic nie może nas rozłączyć. Nic. To jest zbyt silne. Silne. Tak to dobre stwierdzenie. Miłość jest silna. I przetrwa wszystko. Było cudownie, ale trzeba kończyć. Podniosłem Gosię z murka i dopiero przy samochodzie postawiłem ją na ziemi. Patrzę się na nią cały czas. Nawet teraz kiedy wchodzę do samochodu. Ale czyj to samochód? Wiking. YaY. Wiking. Tak to on. Zrobił sobie prawko. W końcu. Już nie jest uzależniony od łaski i niełaski Szweda. Wiking się nie odezwał. Gosia i ja też nie. Patrzymy na siebie cały czas. Ona się uśmiecha… Ja się uśmiecham… Tak. Znów jej głowa składa się do pocałunku. Moje usta były tak spragnione dotyku jej ciała. Tak bardzo. Jednak mogą one teraz zaspokoić swoją rządzę. Nie bawiłem się długo. Chwyciłem ją i przyciągnąłem do siebie. Taka ciepła, tak mi bliska. Ona. Ona jest tu, jest ze mną. Potrzebowałem tego. Ona chyba też tego potrzebowała. Położyła głowę na moim barku i nic nie mówiąc leżała. Leżała na mnie całą drogę i nie powiedziała ani słowa. Nie trzeba nic mówić. Nic kompletnie nic. W końcu dom. Słodki dom. Tak jest w końcu pogram sobie w Fifę 10. JEST. Matka pozwoliła mi przyprowadzi Gosię do domu. Gosia specjalnie dziś nie poszła do szkoły, żeby cały dzień spędzić ze mną. Już chciałem włączyć komputer, ale ona skutecznie mnie od niego odciągnęła. Bardzo skutecznie. Usiadła na moim łóżku i zalotnie zaczęła mnie przyciągać wzrokiem i palcami. Ja jak zaczarowany, jak po sznurku do niej się zbliżałem. Bliżej i bliżej. Obydwoje położyliśmy się na łóżku i zaczęliśmy się całować. Znów byliśmy jednością. Gosia spytała się mnie czy tego chcę. Powiedziałem jej, że chciałbym bardzo, ale zasady mi nie pozwalają. Gosia zrobiła się jeszcze bardziej promienna. „Ty też uważasz, że powinniśmy poczekać do osiemnastki?” Odpowiedziałem że tak. Spytała się mnie czy już kochałem się z jakąś dziewczyną. Powiedziałem, że nie. Ona powiedziała, że też jeszcze jest dziewicą i że to właśnie ze mną chce przeżyć swój pierwszy raz. Spytała się mnie czy widziałem kiedyś nagą dziewczynę. Ja jej na to, że tylko w filmach. Spytała się czy chcę zobaczyć nagą kobietę na żywo. Czy chcę zobaczyć ją nago. Odpowiedziałem, że z wielką chęcią, ale decyzja i tak należy do niej. Gosia zaczęła zdejmować swoją niezwykle dopasowaną, uwydatniającą kształty szarą bluzkę z długim rękawem. Ukazał się jej szczuplutki brzuch. Taki piękny. Następnie ukazała się jej talia, żebra i dorodne piersi schowane pod czarnym stanikiem. Gosia chciała już zdejmować stanik, ale powiedziałem jej, że najpierw chcę przytulić się do brzucha który będzie nosił moje dzieci. Jej skóra jest taka miękka. Jej ciało jest takie delikatne. Jej ramiona, jej dłonie, jej brzuch, jej talia, jej biodra… Ona cała. Spytałem się jej o rozmiar stanika. Powiedziała, że nosi rozmiar C. Wiedziałem. Powiedziałem jej to samo. Ona się tylko uśmiechnęła i spytała się. „Może mam się pozbyć mojego rozmiaru C?”. Przytaknąłem. Już byłem podniecony jak małe dziecko gdy dostaje nowe zabawki. Mój przyjaciel w spodniach zaczął sztywnieć z zachwytu. Powiedziałem jej, że własnoręcznie zdejmę jej stanik. Ona się zgodziła. Głową przytuliłem się do jej biustu, a rękami odpiąłem to co należy. Powiedziałem jej żeby przytrzymała stanik na biuście póki nie będzie na sto procent pewna. Nawet nie ruszyła rąk. Odsunąłem się od niej na odległość ręki. Wyciągnąłem je obie i zacząłem pieścić jej piersi. Podoba jej się. „Chodź bliżej powiedziała” zbliżyłem się i pieszczę teraz jej piersi językiem. Całuję je. Przecież to one będą karmić moje dzieci w najmłodszych latach ich życia. Zbliżyłem ucho do jej piersi i wsłuchałem się w ton jej serca. On jest taki równy. Taki miarowy. Stwierdziłem że dobrym pomysłem będzie zamknięcie drzwi na klucz. Jak powiedziałem tak zrobiłem. Gdy się odwróciłem Gosia już stała w samych majtkach. Jej nogi są takie piękne. Jej ciało jest takie proporcjonalne. Podszedłem, wziąłem ją na kolana i zacząłem całować. Całuję ją. Jest cudownie. Jedną ręką głaszczę jej uda. Drugą ręką pieszczę jej piersi. Usiadła na mnie rozkrokiem, przodem do mnie. I wychyliła głowę do tyłu. Zaś moja głowa trafiła między jej piersi. Po chwili jej głowa trafiła na miejsce i przeszła do całowania mnie. Ona świetnie całuje. Mam ją całą dla siebie. Tu nam nic nie grozi. Spytała się mnie czy majtki też ma zdjąć. Odpowiedziałem że wszystko zależy od tego czy ona chce. Od razu wstała i chciała zdejmować. Zatrzymałem jej ręce i powiedziałem, że zrobimy to wspólnie. Ja z przodu, ona z tyłu. Ależ to są cudowne majteczki. Czarne, pełne… Świetne. Zamknąłem oczy żeby być pewnym, że ona na pewno chce. Nawet nie zadałem pytania, a ona już kazała mi otworzyć oczy. Powiedziała, że ogoliła się specjalnie dla mnie, specjalnie na ten dzień. Jej myszka i całe łono jest cudowne. Nawet włoska nie ma. Spytałem się jej czy mogę dotknąć. Ona nic nie mówiąc sama poprowadziła moją dłoń ku swojej waginie. Jaka ona jest mięciutka, jaka ona jest wilgotna. Powiedziała mi, żebym zaczął masować jej łechtaczkę. Jak kazała tak zrobiłem. Moja dłoń zaczęła przemieszczać się wzdłuż i w poprzek jej sromu. Moje podniecenie sięgało szczytu. Powiedziałem jej żeby wzięła chusteczki z szuflady przy biurku. Ona mnie nie posłuchała tylko zaczęła otwierać mój rozporek. Jej dłoń dotyka mego przyrodzenia. Po raz pierwszy czuję coś takiego. Skrajne podniecenie. Gosia zsunęła majtki z mojego wacka i zaczęła wykonywać ruchy. W górę i w dół. Robi to tak naturalnie, ale widać że pierwszy raz widzi i dotyka penisa. Moja ręka nie opuściła okolicy jej sromu. Gosia powiedziała, że jeszcze nigdy się nie masturbowała i że chce żebym to właśnie był pierwszy w jej pochwie. Ale… w jej pochwie nie ma być penisa. A ja nawet nie miałem zamiaru się sprzeciwiać. Zaraz miałem dojść, nie miałem prezerwatywy przy sobie. Gosia powiedziała żeby wstał i całą zawartość swoich nasieniowodów wypróżnił na jej piersi. Uklękła i powiedziała żebym walił konia jak najlepiej potrafię. Nie ma problemu. Minęły może dwie sekundy i już kaskady ciepłej spermy zaczęły wydostawać się z mojego prącia. „Teraz możesz iść po chusteczki” powiedziała. Poszedłem po chusteczki, a Gosia usiadła na moim wyrku. Wyjąłem kilka z pudełka i się pytam po co mi one? Ona na to, że zamiast spuszczać się w chusteczki, może spuścić się jej na biust a później z niego chusteczkami go zetrzeć. Wziąłem chusteczkę w dłoń i zacząłem dokładnie wycierać jej biust z mojej wydzieliny. To był największy wytrysk mojego życia. Żeby wytrzeć jej całe piersi zużyłem aż osiem chusteczek. Powiedziała, że teraz ja mam ją doprowadzić do orgazmu. Położyła się na łóżku okrakiem i powiedziała. „Zrób mi dobrze”. Zacząłem od jednego palca. Wkładałem i wyjmowałem go coraz szybciej. Kiedy poczułem, że jej pochwa się rozszerza, do akcji wkroczył drugi palec. Wyciągnąłem palce i stwierdziłem, że zrobię jej w sromie francuskie tornado. Zacząłem wiercić językiem w jej waginie. Całowałem jej łono z którego przyjdą na świat moje dzieci. Gosia zaczęła już dochodzić więc stwierdziłem że wprowadzę jeszcze trzeci palec. Jej pochwa już jest taka rozszerzona, że trzy palce mieszczą się spokojnie. Mmmm chyba dostaje orgazmu. Na pewno. Jęczy aż miło się słucha. I doszła jej pochwa stała się niezwykle wilgotna, ze środka wydobywa się ciecz. Czuję ją. Jest ciepła i ma lekki zapach maliny. Wstałem i zobaczyłem że przy drzwiach leży prezerwatywa. Gosia wstała z łóżka i spojrzała się na mnie. „Chcę jeszcze raz, ale porządnie”. No to jej pokazuję kondoma. Ona nic nie powiedziała tylko zaczęła mnie rozbierać. Od koszuli po spodnie. Zauważyłem że mój penis już niedługo znów będzie gotowy do użytku. Gosia też to widziała i zaczęła powoli wsuwać moje prącie do kondoma. „Nie jestem jeszcze gotów” powiedziałem. „Zajmę się tym” odpowiedziała. Masuje mi wacka od napletka aż po mosznę. Stwierdziłem, że też się nią zajmę. Jej piersi są takie piękne i miękkie. Aż żal ich nie pomasować. Minęło jakieś piętnaście minut zanim byłem w pełni gotowy do pierwszego razu. Gosia weszła na łóżko i wypięła się w moją stronę. „Chcę tego” powiedziała. Ja nie protestując naprowadziłem penisa na jej srom. Wszedłem. Po raz pierwszy w życiu będę się kochał z dziewczyną. I to nie byle jaką dziewczyną. Z moją dziewczyną. Na pewnej głębokości poczułem opór. „Jesteś tego pewna…” „Tak jestem na sto procent pewna. Zrób to”. I zrobiłem. Rozdziewiczyłem swoją dziewczynę, a ona mnie rozprawiczyła. To jest cudowne uczucie. Nieporównywalne z żadnym innym. Takie coś przeżywa się tylko raz. Tylko i wyłącznie raz. Nie ma innej opcji. Nie ma słów które by opisały tą przyjemność. Nie ma. Wszyscy pisarze świata nie byli by w stanie opisać tego co teraz się dzieje. To… to jest takie potężne. Potężne i piękne zarazem. Co to jest? Co to jest za siła która potrafi tak mocno złączyć dwoje ludzi. Dwoje w jedno. Dwoje w jednym. Dwoje w jedność. Jedność ciała i duszy. Jedność myśli i uczuć. Jedność słów. Jedność, jedność po prostu jedność. Niezaprzeczalna, niezniszczalna, nieopisana, niezrozumiana. Jedność. Tak to my to my jesteśmy w tej chwili jednością. Nic nie może nas rozłączyć. Nic nie rozłączy jedności. Obydwoje szczytowaliśmy w odpowiednim czasie. I ja i Gosia położyliśmy się na łóżku i całujemy się. Całą magię tego zdarzenia zniszczył fakt że Gosia musi być o 19:00 w domu a jest już 18:20. Oboje się ubraliśmy i poszliśmy do łazienki. Gosia się uparła żebym przed wyjściem ją jeszcze umył. I to bardzo dokładnie. Gosia znów się rozebrała i weszła pod prysznic. Podała mi gąbkę i powiedziała. „Umyj mnie, proszę” No to ja też się rozebrałem i wszedłem z nią do kabiny. Puściłem wodę i zacząłem ją myć. Jej ciało jest tak miękkie i tak cudowne, że rzuciłem gąbkę i umyłem ją gołymi rękami. Gosia już umyta. Teraz trzeba ją wypłukać… ciepłe strumienie wody przedzierają się poprzez jej ciało opłukując je z resztek piany. „Chcę żebyś mnie jeszcze wytarł”. Ja nie protestując wziąłem ręcznik i zacząłem wycierać. Mmm ależ ona jest piękna. Każdą część ciała wycieram do sucha. Kiedy już ją wytarłem. Powiedziała „Dziękuję. Dziękuję, że jesteś. Dziękuję Ci za wszystko. Kocham Cię.” Powiedziała, że jeszcze chce siusiu więc pokazałem jej kibel. Jednak po chwili powiedziała, mam ją podetrzeć. Jak zwykle ja w ogóle nie protestuję tylko biorę kilka listków srajtaśmy i kieruję moją dłoń w kierunku jej sromu. Muszę bardzo dokładnie wytrzeć, bo mnie poprosiła. Dobra koniec… ale… ale ona nie chce żebym przestawał. Mam jej zrobić tak jak wtedy gdy po raz pierwszy dotknąłem jej waginy. Więc pomyślałem, że pomasuję jej jeszcze trochę myszkę, ale tak się wciągnąłem, że jak i ja tak i ona nie chcieliśmy przestawać. Dobra koniec. Gosia skoczyła z kibla wprost w moje ramiona i jak zwykle uczepiła się nogami mojego pasa. Powiedziała żebym chwycił ją za pośladki, że jeszcze tylko pośladków jej nie wymasowałem. Ja oczywiście nie protestuję i złapałem ją za jej jędrne dwa pośladki. Gosia przytuliła się do mnie i wyszeptała „Tylko nie próbuj mi więcej znikać na tak długo bo pęknie mi serce”. Poprosiła mnie jeszcze żebym ją ubrał. Ale… właśnie miałem zamiar jej zakładać majteczki, a ona powiedziała „To jest prezent dla ciebie, za to że po raz pierwszy zrobiliśmy coś razem” Tak więc założyłem jej spodnie, stanik, koszulkę i już była gotowa. „A teraz proszę cię żebyś odprowadził mnie do domu.” Ja oczywiście z wielką radością postanowiłem spełnić jej prośbę. Tak więc poszliśmy do korytarza gdzie poprosiła mnie o założenie butów. Zanim założyłem jej buta ucałowałem jej stopy kilka razy. Gdy wstałem, ona już czekała, żeby mnie pocałować. I to zrobiła. Dobra wychodzimy. Całą drogę rozmawialiśmy o naszej przyszłości. A na sam koniec drogi zostałem obsypany pocałunkami. Gdy wyszedłem z jej bloku spotkałem Wąskiego i Mocnego. To jest coś. Kumple sami ci proponują, że stawiają piwo. Poszliśmy więc jeszcze po Blachę. PUK PUK. Otwieraj kurwa Blacha! Gdzie on jest? Może gdzieś z Wikingiem polazł. Wiking? Kurwa nie odbiera. Co jest? Przecież kilka godzin temu odwiózł mnie do domu. Szwed? Co jest z nimi kurwa? No bez jaj, idziemy na boisko, może tam są. O KU… są… i to jeszcze jak. Rozkwaszeni jak zgniłe jabłka. Blacha i Bear… Ale gdzie jest Wiking ze Szwedem. Blacha, obudź się no! „Vladimir.” odpowiedział.  Teraz jestem na sto procent pewien. Wojna się szykuje. I coś czuję, że ktoś w tej wojnie straci życie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz